Samozwańczy inżynier wybudował 50 km nasypu kolejowego
Kwity bez pokrycia na 50 000 zł
Wilno (Tel. wł.). W dniach ostatnich ujawniono tutaj niesłychaną wprost aferę kryminalną, dowodzącą zarówno niezwykłej bezczelności jej „bohatera” – oszusta, jak i bezgranicznej naiwności osób, które padły ofiarą naciągacza.
Przed dwoma miesiącami na stację Jaszuny przybył elegancki gentleman i, podając się za inżyniera kolejowego, rozpoczął werbunek chłopów do robót ziemnych przy budowie odcinka „nowej” linji kolejowej. Na polecenie „p. inżyniera” kilkuset chłopów kopało już wkrótce rowy i wznosiło nasypy wzdłuż istniejącego toru kolejowego z Wilna do Lidy, rzekomo w celu położenia drugiej pary szyn. Wypłaty tygodniowe uskuteczniał „pan inżynier” przy pomocy kwitów z pieczątką dyrekcji kolejowej. Okoliczni sklepikarze chętnie – za potrąceniem wysokich procentów – przyjmowali te kwity, by je później wymienić w dyrekcji kolejowej na brzęczącą monetę. Sam „pan inżynier” godnie podtrzymywał prestige swego wysokiego urzędu i na kredyt brał towary wszelkiego rodzaju, gdzie się tylko dało, na sumy, sięgające kilku tysięcy złotych. Przez dwa miesiące prowadzono regularnie prace i wybudowano aż 40 kilometrów nasypu. Sklepikarzom zebrało się już jednak kwitów na kilkanaście tysięcy zł, wobec czego jeden z nich udał się do dyrekcji kolejowej w Wilnie żądając wymiany bonów na gotówkę. Rzecz prosta, że oszustwo wyszło wtedy na jaw. Żadnego „inżyniera” na roboty ziemne nie delegowano, nie było też bynajmniej projektu układania drugiego toru z Wilna do Lidy. Zanim jednak policja wdrożyła śledztwo, „pan inżynier” uciekł bez śladu, zostawiając kilka tysięcy długów, i „kwitów” na 30,000 zł.
Po śladach oszusta policja zawędrowała do Landwarowa, gdzie „pan inżynier” zdołał znów zwerbować sporą liczbę robotników i przystąpił „do budowy toru kolejowego Wolno-Grodno”. Zdążył już usypać kilka kilometrów nasypu. Jak się okazało, samozwańczy inżynier zdołał wprowadzić w błąd nietylko chłopów, ale i urzędników kolejowych, którzy mu udzielali wszelkiej pomocy w jego „odpowiedzialnej pracy”. W rezultacie udało się policji przyłapać oszusta w Rudziszkach. Pomysłowym naciągaczem okazał się Zygmunt Węgorski z Lublina, kilkakrotnie już karany za oszustwa.
„Dziennik Poznański” 3 sierpnia 1930
Prawo Czytano 1 078 razy
Brak komentarzy do wpisu “Samozwańczy inżynier wybudował 50 km nasypu kolejowego”