Strona główna » Prawo » Proces dzieciobójczyni 1874

Proces dzieciobójczyni 1874

Z Izby sądowej.

Skład sądu podczas przedwczorajszej (27. b. m.) rozprawy, był następujący:

Prezesem trybunału: r. Ortyński, sędziami: pp. Nikisz i Schetzel, zastępcą dr. Poźniak; protokolistą auskultant Nowacki Michał.

Zastępcą prokuratorji dr. Leżański, obrońcą dr. Nurkowski Feliks; rzeczoznawcami medycznymi dr. Karcz i chir. Tangel.

Sędziowie przysięgli: pp. Goldberg Salomon, Szolc Michał, Reizes Nathan, Szubut Karol, Herman Ludwik, Langner Franciszek, Dembkowski Leon, Spuler Franciszek, Wisner Wojciech, Breier Jan, Szuman August i Horwart.

Publiczność silnie obsadziła miejsce dla niej wyznaczone. Szepty i ciche opowiadania krzyżują się w sali rozpraw; z gorączkową ciekawością obecni coraz częściej zwracają oczy ku drzwiom, któremi zwykle wprowadzają zbrodniarzy. Niecierpliwość się wzmaga. Nareszcie, gdy już panowie przysięgli zajęli ławę, na znak przewodniczącego woźny otwiera podwoje i cicho, z czołem pochylonem, wśród ogólnego milczenia wchodzi młoda kobieta.

Strój jej wieśniaczy; głowa związana białą chustką perkalową, a nad tą chustką jeszcze jedna chustka, duża, wełniana, w kraty różnobarwne tak okrywa jej lica, że rysów trudno jest dostrzedz. Gorący wstyd ciągle pochyla jej głowę; oczy łez pełne nie śmią spojrzeć na obecnych.  

- Tyś Nastka Teśluk z Obroszyna? – pyta pan prezes.

- Ja – odpowiada dziewczyna głosem zaledwie dosłyszanym.

- Tyś zabiła swe dziecko?

Nastka płacze i milczy. Zaczekawszy, aż się utuliła nieco, przewodniczący powtarza pytanie:

- Nastko, tyś zabiła dziecko?

- Ja.

- Opowiedz jak to było; opowiedz od początku. Kto był twoim kochankiem i jak do tego przyszło?

Nastka zaczyna opowiadać. Szlachetny czytelnik pojmie, ile bólu, wstydu i rozpaczy szarpały jej sercem, gdy wobec stu widzów, w dzień biały, zmuszoną była wyjąkać całe swe nieszczęście, począwszy od chwili, gdy zwyciężona miłością, stała się łupem kochanka. Niemniej delikatny czytelnik pojmie, jak jest nam trudno, zgoła wcale niemożebnem, powtórzyć jej słowa wraz z szeregiem zapytań, i objaśnień natury klinicznej. To tylko powiemy, że w pewną noc letnią w końcu czerwca roku 1869, ufna w obietnice Iwana Kałahurskiego, oddała mu wszystko, a już dnia 23. stycznia roku następnego rozległ się w chacie jej ojca krzyk niemowlęcy. Rozległ się tylko na chwilę, by umilknąć na zawsze. Szesnastoletnia jej siostra Marja była temu obecną. A tak umiała Nastka ukryć swój stan, że nikt z jej rodziny nie postrzegł, iż dziewiczość jej przepadła na wieki. Jeden tylko Fedko Prystaniuk, najbliższy sąsiad jej ojca, postrzegł raz z zadziwieniem za wielki rozrost jej postaci.

- Niech stanie tu Fed i powie co widział – rzecze przewodniczący. I stanął Fed, złożył przysięgę i zaczął opowiadać.

- No, powiedz, coś ty widział? – pytają sędziowie.

- Ja nic nie widział; ja tylko ot niedawno słyszał od Wasyla, że ona była już matką, a gdy ja ją przed czterma czy coś laty, widział jakoś za dużą, to nic nikomu nie mówił, myśląc, że ona taka się zrobiła od masła i sera.

- Jakto od masła i sera?

- Bo to widzą wielmożni panowie – dalej mówi po polsku doskonale, jak wszyscy chłopi z Obroszyna, Fed sprawiedliwy – bo to widzą wielmożni panowie, ona jest córką gospodarza bardzo majętnego, to ja sobie myślał, że dobrze je, że od masła i sera tak zmężniała szeroko.

- Ale gdzież tam; tyś mówił w śledztwie, żeś posądzał ją o stan poważny, a teraz mówisz, że od masła i sera.

- A to co innego! Wtenczas nie składałem przysięgi, ale teraz, po Jezusie Chrystusie, na rany Jego gdym przysiągł, to dokumentnie nie mogę powiedzieć, że ja wtenczas widział ją już matką – odpowiada Fed o jasnej twarzy, nie chcąc brać grzechu na swą duszę.

Następnie przewodniczący każe przyprowadzić brata i siostrę oskarżonej. Na ich widok Nastce rzęsiste łzy się puściły, twarz ukryła w dłonie, i tak łkając, stała przez cały czas rozmowy sędziów z Wasylem i Marją.

Przewodniczący ledwo zdołał wytłumaczyć tępemu chłopu, o co idzie. „Jakem zrobił protokół (w śledztwie), tak i teraz chcę zrobić” – odpowiada wciąż Wasyl.

- Nie o to idzie, czyś zeznał co był w śledztwie czy nie – rzecze przewodniczący. – Ja pytam, czy chcesz korzystać z prawa tobie przysługującego, iż jako brat możesz nie świadczyć w sądzie przeciw Nastce.

Durny Wasyl ogląda się po sali, nareszcie zdobył się jakoś na rozum, mówi nie i siada na stronie.

Z Marją było inaczej; ta skwapliwie korzysta z prawa pięknego. W oczach jej widać niekłamane współczucie dla losu siostry (całą butelkę śmietanki przyniosła dla siostry; samiśmy to widzieli. Butelka była słomą zatkana), prędko powtarza „nie, nie chcę świadczyć, nie chcę świadczyć!”… i siada koło brata.

- No Nastko, powiedz, czyś umyślnie zadusiła swe dziecko? – rzecze przewodniczący do oskarżonej, która dotychczas milczeniem starała się niejako zbić zeznania w protokole śledczym zapisane,

- Tak – odpowiada Nastka złamana i głośnym płaczem wybuchła.

Sądowi chodziło już tylko o skonstatowanie przeciągu czasu od chwili poczęcia do chwili rozwiązania; ze słów bowiem Nastki widać, że dziecko przyszło na świat przedwcześnie. Przewodniczący każe wołać Iwana Kałahurskiego.

Jest to chłop rosły, eks-żołnierz, twarzy pospolitej, chytry i tchórz. Gdy wszedł do sali, Nastka ani nań spojrzała. Zbladła jeszcze więcej, odwróciła się bokiem, łzy jej ustały, w oku gniew widać.

Iwan staje wyprężony przed sądem i jak może kłamie. Pomimo świeżo złożonej przysięgi nie rozumie o co rzecz idzie; nie chce rozumieć. Iwan służył za parobka we dworze, a bracia i ojciec Nastki, według niego, wciąż robili szkodę dworowi, on ich łapał, ztąd złość i na niego zwalili to o czem mu ani się śniło. O czerwcowej letniej nocy, gdy jak złodziej zakradł się do sieni chaty starego Teśluka, w których to sieniach sama jedna spała Nastka, ani chce słyszeć! Wprawdzie miał on z nią znajomość, lecz daleko później; nie w roku 1869, lecz w r. 1872 czy pierwszym – czy on to może pamiętać! On wcale nie o Nastce myślał, on inną miał kochankę; przecież nie dawno, przed rokiem, pojął w stan małżeński Katarzynę Dworkę.

- Wszystko to kłamstwo, ja od niego!… woła z rozpaczą Nastka.

- Do niej ludzie koleją chodzili – bezczelnie łże dalej Iwan z spokojem podłości.

I na to prysiahnu desiat raz - dodaje Iwan.

I dwajciat prysiahaj a kłamiesz!… woła z gniewem uwiedziona żywo i bystro się zwróciwszy, spojrzała z pogardą. Było to pierwsze jej i ostatnie spojrzenie od czasu wejścia jej do sali.

Iwan oniemiał; język mu się plącze, nie wie co mówi. Przewodniczący przedstawia mężowi Katarzyny, że kodeks nie ma paragrafu na podobne łotrowstwa; nie ma się więc czego obawiać, albowiem nic mu się nie stanie, choćby zdał jak najdokładniejszą relację od chwili, gdy po raz pierwszy w nocy za stodołą, przy płocie w ogródku przycisnął swe pełne kłamstw usta do drżących ust dziewczęcia. I bez tych przedstawień Iwan wie doskonale, że kodeks nic mu nie zrobi; jeżeli kłamie, jeżeli winę swą chce na kogo innego zrzucić, to czyni to nie z obawy sądu, lecz z tchórzostwa przed braćmi i ojcem oskarżonej, którzy mogliby poszukać zemsty za srom i nieszczęście siostry swej i córki. A zresztą, kto tam wie! – a nuż jest jakiś paragraf, któryby mógł go skazać na zapłacenie pewnego quantum na rzecz pokrzywdzonej? Tego też najbardziej obawia się bohater; jeszcze więcej się obawia, aniżeli potężnych kułaków rodziny Nastczynej. Kłamie więc i szachruje dalej jak może, ale pomimo tego, prawda jest prawdą, i nikt inny jak Iwan nie stał się przyczyną upadku Nastki

Zostaje nam w kilku słowach skreślić historję zbrodni Nastki, do której, jakeśmy widzieli, przyznała się najzupełniej. Dnia 23. stycznia 1870 w Obroszynie o 2 mile ode Lwowa, w dobrach należących do arcybiskupstwa rz. kat., w chacie starego Teśluka, który przed 3 laty pochował żonę a matkę Nastki, oprócz tej ostatniej i jej siostry 16-letniej Marji, między godz. 8. a 9. z rana nikogo nie było. Nastka miała sobie poruczony zarząd domu i właśnie stała przy kominie gotując objad dla licznej rodziny, gdy ją bole porwały. Upadła na ziemię, podniosła się, dowlokła do ławy i tam wydała na świat dziecię, żywe chociaż przedwczesne. „Ruszało się troszeczkę, kwiliło, czy dziewczyna, czy chłopiec, nie wiem; siostra ze strachu uciekła i taki mię wstyd i lęk porwał, że objąwszy dziecko za szyjkę, przytuliłam je twarzą do łona, aż póki żyć nie przestało. – Wprzódy nieraz myślałam co z dzieckiem robić: myślałam upaść ojcu do nóg, wszystko mu wyznać i hodować dziecinę, ale potem, o Boże!… Bałam się ojca jak ognia; bałam się, aby mię nie nie zabił, bałam się wstydu przed ludźmi, i dla tegom to uczyniła. Obwinęłam dziecinę w szmatę, ukryłam w kącie pod ławą, ślady krwi mietłą zatarłam, i gdy przyszli moi na objad, podałam obiad, zjedli i znów poszli z chaty. A było tego dnia wesele u Kozaka; poszłam i ja na to wesele popatrzeć, aby mię ludzie widzieli. Z godzinę tylko tam byłam; więcej nie mogłam, tak byłam słabą. Później, gdy już dobrze się zmierzchło, wzięłam dziecinę i poszłam gdzie cmentarz łaciński; tam w rowie koło cmentarza, rękami wykopałam jamkę i pochowałam… Później ludzie mówili, że nierogacizna wyrywszy ciałko, zjadła je a psy krew skrzepłą lizały. Nikt o tem nie wiedział, bo siostrę zaklęłam, aby nikomu nie mówiła, i ona nie mówiła. Później…”

Później, w 3 lata potem, Nastka znów była w stanie poważnym. Uchodziła już za osobę lekkich obyczajów. Chłopi przymusili ją ukryć pod chustkę warkocze, oznakę dziewiczości; stała się „zawitką”, i niewiedzieć zkąd, dowiedziawszy się Wasyl, brat jej, o pierwszym wypadku, zaczął o tem gadać głośno, przez złość, że nie pozwalała mu kraść z ojcowskiej komory i spichlerza, grożąc, iż wyjawi. Niebawem gruchnęła po wsi pogłoska, że Nastka zabiła pierwsze swe dziecię. Przyszedł na to wachmistrz od żandarmów jakby zamówiony, usłyszał co mówią w karczmie i aresztował Nastkę 27. stycznia br., jak raz prawie w czwartą rocznicę popełnionej zbrodni. Zaprowadzona do Gródka, przyznała się od razu do wszystkiego.

Dla braku miejsca wyrzekamy się oddania głosów dr. Leżańskiego i dr. Nurkowskiego, a czynimy to niechętnie, tak wymowną i interesującą była walka szczególnie ze strony pierwszego, jaką ci panowie stoczyli między sobą, po trzykroć wracając do szarży; zwyciężył p. Leżański. Z tej samej przyczyny opuszczamy orzeczenia lekarzy dr. Karcza i dr. Tangla.

Sędziowie przysięgli naturalnie uznali Nastkę winną zbrodni dzieciobójstwa. Trybunał skazał ją tylko na 3 lata ciężkiego więzienia, ze względu na jej skruchę, na szczery żal z jakim od razu wszystko wyznała, na nienaganną jej konduitę aż do Kozakowego wesela, i wreszcie, że popełniając zbrodnię nie miała jeszcze lat 20.

Na kórytarzu za drzwiami czekał na nią ojciec. Przywlókł się stary z Obroszyna, aby pożegnać córkę – może na wieki.

„Dziennik Polski” z 30 kwietnia 1874

Prawo , , , , , Czytano 1 127 razy

Brak komentarzy do wpisu “Proces dzieciobójczyni 1874”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)


*