Strona główna » Śmieszne » Jak pewien spryciarz najadł się do syta…

Jak pewien spryciarz najadł się do syta…

Do jednej restauracji w Bydgoszczy wszedł okazały jegomość z trojgiem dzieci. Zajął miejsce przy stoliku i zamówiwszy sobie piwo, rzekł:

- Dziateczki moje, cobyście zjadły? Może po kotleciku?

- Dobrze, prosimy.

Jegomość zwrócił się więc do kelnera:

- Proszę trzy kotlety wieprzowe dla dzieci, a dla mnie dwa.

Wkrótce były już żądane kotlety.

- Teraz, moje dzieciu, zajadajcie smacznie.

Zjedzono kotlety, twarzyczki dzieci zarumieniły się, oczy nabrały blasku.

- A może jeszcze ciastek?

- O, bardzo prosimy.

- Proszę dzieciom ciastek, a mnie jeszcze piwo!

Wnet dzieci ochoczo zaczęły zajadać ciastka. Gdy gruby gość wypił drugie piwo, wstał i wziąwszy kapelusz, rzekł:

- Bądźcie dzieci grzeczne, ja tu zaraz wrócę, tylko kupię sobie cygara.

Po tych słowach poszedł.

Upłynęło pięć minut, kwadrans, pół godziny, a gość nie wraca.

Gospodarz, uwiadomiony przez kelnera, idzie do dzieci i pyta:

- Ależ coś bardzo długo siedzi wasz ojciec! Czemuż nie wraca?

- Nasz ojciec? Nie! Bawiłyśmy się tu na ulicy, aż przychodzi ten pan i mówi do nas: „Dzieci! czy będziecie jadły kotlety?” A my na to: „Będziemy!” A wtedy pan: „No to chodźcie do restauracji”. No i przyszłyśmy tutaj.

„Gazeta Bydgoska” z 9 października 1930

Śmieszne , , , , Czytano 996 razy

Brak komentarzy do wpisu “Jak pewien spryciarz najadł się do syta…”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)


*