Strona główna » Prawo » Dziecko przed sądem

Dziecko przed sądem

Berlin 8. października.

(Dziecko przed sądem)

Temi dniami stawała przed sądem dwunastoletnia dziewczynka, Marja Schneider. Trybunał skazał ją na ośmioletnie wiezienie. Proces przedstawia strony psychologiczne, niezmiernie zajmujące.

Oskarżona jest wysmukłem, bladem dziewczęciem, o włosach gładko przyczesanych; spoziera po sali swobodnie i opowiada swoją straszliwą zbrodnię obojętnie, naturalnie, bez śladu wzruszenia.

Zofia Karolina Marja Schneider, urodziła się d. 1. maja 1874 r. Zbrodnia jej polega na tem, że d. 7. lipca r. b. trzy i pół-letnią Małgorzatę Dietrichs zrabowała, a następnie przez strącenie z okna ze świata zgładziła.

Oskarżona przyznaje się od razu do winy. Jako pobudkę zbrodni podaje kolczyki, które miała w uszach Małgosia. Zbrodniarka z trzeźwym namysłem i niewzruszonem postanowieniem sprowadziła biedaczkę do domu swej matki, ażeby ją obedrzeć i zamordować. Zawiodła ją do okna, które wychodziło na dziedziniec i było otwartem; uczyniła to z zimną rozwagą i niezłomnem postanowieniem strącenia swej wątłej ofiary w przepaść.

Prezydujący: Dlaczego postanowiłaś ją strącić z okna?

- Oskarżona: Ażeby nie powiedziała nikomu, że zdarłam z niej kolczyki.

- Prezydujący: Czyż dziecko trzy i pół-letnie mogło już tyle mówić, aby zeznało, że „Marja Schneider wydarła mi kolczyki?”

- Oskarżona: Ale mogła wskazać na mnie.

- Prezydujący: Więc wszystko to sobie naprzód obmyśliłaś.

- Oskarżona: Tak.

- Prezydujący: Cóż uczyniłaś wyszedłszy na górę?

- Oskarżona: Odchyliłam więcej okno; chciałam posadzić na niem dziecko, gdy wtem przechodził ktoś przez schody; zamknęłam więc okno coprędzej napowrót.

- Prezydujący: Jak umieściłaś dziecko w oknie?

- Oskarżona: Twarzą do dziedzińca, gdyż chodziło mi o to, ażeby na mnie nie patrzyło.

Prezydujący: Teraz więc zaczęłaś zdzierać jej kolczyki; czy Małgorzata zachowała się spokojnie ?

- Oskarżona: Nie, płakała, krzyczała, że ją boli.

- Prezydujący: Czy groziłaś jej?

- Oskarżona: Tak, mówiłam, że strącę ją z okna.

- Prezydujący: A cóż się stało, gdy zdarłaś kolczyki?

- Oskarżona: Kolczyki schowałam do kieszeni, a dziecko strąciłam z okna.

- Jakże to uczyniłaś? – zapytał prezydujący wśród powszechnego osłupienia w sali, na widok dziewczęcia, które potworne szczegóły nieludzkiej zbrodni opowiada jakby nowostką, zasłyszaną na ulicy.

- Uderzyłam ją w ramie, tak, że zsunęła się łatwo. „

- Słyszałaś przecie jak upadła?

- Tak, słyszałam jak trzasnęła o kamień.

- Wiedziałaś przecie, że dziecko umrze?

- Wiedziałam.

- Czy nie pomyślałaś o tem, jaki ból sprawiasz dziecku, strącając je z takiej wysokości?

- Nie.

Z dalszego przesłuchania pokazuje się, że zbrodniarka nie czuła nawet szczególnego upodobania do owych kolczyków. Zamierzała ona je sprzedać u sąsiedniego kramarza za 50 fenigów, aby sobie kupić łakoci. Lubi bowiem bardzo przysmaki, jak np. królewski placek itp.

- Czy jadałaś często łakocie – pyta prezydujący.

- O tak!

- Jakże do nich dochodziłaś?

- Pożyczałam sobie u kobiet pieniędzy: raz markę, raz 50 fenigów.

Na pytanie, w jaki sposób u obcych kobiet wyłudzała pieniądze, odpowiada zbrodniarka, że przychodziła pożyczać je niby od drugiej kobiety, która nie miała drobnych.

- Jak się to nazywa? – pyta sędzia.

- To się nazywa oszustwem.

- Słuchaj, Marjo, mówiłaś nam, że postanowiłaś zgładzić dziecko. Jak się nazywa człowiek, który tak czyni?

- Nazywa się mordercą.

- A cóż się dzieje z mordercą?

- Bywa karany.

- W jaki sposób?

- Ścinają głowę.

- I czem jest potem?

- Trupem.

- Ty zabiłaś małą Małgosie; czemże więc jesteś ?

- Morderczynią!

- Cóż wiec, sądzisz, stanie się z tobą?

- Będę ściętą…

Mrowie przeszło po zgromadzeniu, które przysłuchiwało się tym zeznaniom dziecka, torturującym wszelkie uczucia ludzkie.

- Wiedziałaś przeto – zapytuje dalej sędzia – że zostaniesz straconą?

- Tak.

- I mimo tego wyrzuciłaś dziecko z okna?

- Tak.

- A jak nazywają kogoś, który przywłaszcza sobie cudzą własność?

- Złodziejem.

- Jakże karzą złodziei? Czy również ich ścinają?

- Nie.

- A jakaż kara ich czeka?

- To należy od sposobu, w jaki popełnią kradzież?

- Mówisz przeto, iż są rozmaite rodzaje kradzieży?

- Tak, można przecież ukraść coś z kieszeni, albo wytrychem…

- A gdyby Małgorzata nie była płakała ? Czybyś ją była także strąciła z okna?

Tutaj zbrodniarka namyśliła się, po raz pierwszy; za chwilę jednak odrzekła: Tak !

- Czy prawdą jest; że przed kilkoma laty wyłupiłaś oczy królikowi?

- Tak mi opowiadała matka?

- Więc sama nie przypominasz sobie już tego?

- Nie.

- I czemże to uczyniłaś?

- Widelcem.

- A potem puściłaś go na wolność?

- Nie, rozprółam mu brzuch – jak mówi matka.

- Jesteś zupełną zagadką! – konkluduje sędzia.

Po takiem wyznaniu winy prokurator i obrońca zrzekają się przesłuchania świadków, oprócz nauczyciela Lehmana, do którego szkoły Marja uczęszcza.

Podczas narady sędziów, zbrodniarka spożywa najspokojniej śniadanie.

Po godzinnej konferencji prezydujący ogłosił wyrok, obwiniający oskarżoną o rabunek o morderstwo. Oskarżona, zdaniem Sądu, nazwaną być może moralną idjotką. Obok tej niepoczytalności moralnej, objawia się wszakże u Marji Schneider zupełna dojrzałość umysłowa, rozum nad wiek rozwinięty.

Ze względu na ciężkość zbrodni, na bezprzykładny brak serca, na wielkość cierpienia zadanego rodzicom zamordowanego dziecka, Sąd skazuje Marję Schneider na ośm lat więzienia.

Teraz dopiero skazana zaczeła płakać.

„Dziennik Polski” z 13 października 1886

Prawo , , , Czytano 1 255 razy

Brak komentarzy do wpisu “Dziecko przed sądem”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)


*