Wpisy otagowane jako konie

Kolej konna we Lwowie

20 maja 2016

Kolej konna we Lwowie.

Dnia wczorajszego komisja, wysadzona z Rady miejskiej, zakończyła rokowania z pełnomocnikiem Towarzystwa akcyjnego belgijskiego, które urządziło kolej konną w Trieście, o urządzenie takiejże kolei we Lwowie. Umowa ta po świętach przyjdzie pod uchwały pełnej Rady miejskiej.

Towarzystwo ma kolej tę urządzić do roku, a urządzi ją już do końca czerwca. W pierwszym roku, to jest w r. 1879. kolej ta obejmować będzie 6 kilometrów, to jest od głównego dworca kolei na plac Gołuchowskich, a z placu Gołuchowskich jedno ramie do rogatki Żółkiewskiej, a drugie ulicą Karola Ludwika do placu Cłowego koło wojskowej pikiety ogniowej. Każdy wagon będzie miał dwie klasy: pierwszą i drugą. Kolej podzielona będzie na sekcje. Jazda przez jedną sekcję będzie kosztować 5 centów w pierwszej klasie a 3 centy w drugiej. Maximum opłaty w obrębie rogatek na wszystkich tak teraz jak i później zaprowadzić się mających liniach, t. j. dla jadących przez wszystkie sekcje, nie może być większe jak 20 centów w pierwszej klasie a 15 centów w drugiej. Będą wydawane tak karty abonamentowe jak i stałe na osoby, z bardzo znacznym opustem od taryfy zwykłej. Towarzystwo przy rozpocząciu w pierwszym roku już utrzymywać będzie 150 koni. Miasto ma wybór linii z placu Gołuchowskich do żółkiewskiej rogatki, tj. albo Słoneczną ulicą, ponad Pełtwią, albo wprost ulicą Żółkiewską. Koncesja ma być dana Towarzystwu na lat 60. Pierwotnie Towarzystwo w swej ofercie żądało 80 lat, a miasto proponowało lat 50. Czyszczenie i wywóz śniegu i lodu z ulic, którędy tramwaj pójdzie, bierze Towarzystwo na siebie, a miasto płaci Towarzystwu za wywóz tyle, co dotąd wywóz ten kosztował, w ostatniem przecięciu trzechletniem, z opustem jednak 25%. Również dowóz materjałów tramwajem, t. j. kamienia, żwiru itp. Towarzystwo ma o 10% taniej uskuteczniać jak opiewa taryfa dla stron prywatnych. Oprócz tego Towarzystwo zobowiązuje się dostarczać 10 par koni dla pogotowia pożarowego, po l zł. 50 c. dziennie. Dotąd prawie drugie tyle to pogotowie kosztowało. W razie potrzeby Towarzystwo obowiązane dostarczyć wszystkich swoich koni do pożaru bezpłatnie.

„Gazeta Narodowa” z 19 grudnia 1878

Dzikie konie

5 kwietnia 2015

Dzikie konie nadzwyczajnie w ostatnich latach rozmnożyły się w Australii. W niektórych okolicach stały się nawet prawdziwą plagą mieszkańców, do tego stopnia, że władze pozwoliły uważać je za zwierzęta szkodliwe, t. j. zabijać bezkarnie. Tabuny dzikich koni spustoszyły już wiele plantacyj i uprawnych pól, a i tem wyrządzają gospodarzom szkodę, że pociągają za sobą często konie swojskie, które już zupełnie dziczeją następnie. Jakże dziwnie a nawet barbarzyńsko brzmi dla ucha Europejczyka wyraz: „Polowanie na konie”, a jednak kolonista australski tylko z pomocą prochu i ołowiu obronić się może teraz od tego nieprzyjaciela.

„Gazeta Lwowska” z 6 grudnia 1881

Wdzięczni złodzieje

7 czerwca 2014

Wdzięczni złodzieje.

Zabawną ale podobno autentyczną historyę opisuje Kurjer Codzienny. Żył sobie w Lubelskiem dosyć ubogi dzierżawca; serce jego zapałało gorącą a namiętną miłością ku bogatej córce sąsiadującego z nim dziedzica. A że zapały jego w skutkach okazały się stokroć silniejszemi od przeszkód, przeto w niedługim czasie zdołał zdobyć rękę panny. Oznaczono dzień ślubu, a p. dzierżawca pożyczył od innego sąsiada karety i czwórki tęgich karoszy, które miały go powieźć do ołtarza. Tak przygotowany w wilię ślubu, położył się spać i oddał się świetnym marzeniom. Widział się już we śnie najszczęśliwszym z ludzi, gdy na raz budzi go hałas z uśpienia. Zrywa się i chwyta za dubeltówkę. Ledwie zdążył wyjść na ganek dworku, aż tu widzi, jak jego ludzie prowadzą czterech złodziei, którzy schwytani zostali właśnie przy kradzieży wypożyczonych koni. Z przerażenia p. dzierżawca zaledwie mógł przyjść do siebie, po głowie zaczęły mu się snuć następstwa kradzieży, gdyby się była udała. Uradowany jednak, że tak szczęśliwie rzecz cała się złożyła, zamiast odstawić do więzienia złodziei, ugościł ich suto i opowiedział, jaką mogli straszną wyrządzić mu krzywdę. Traktament był serdeczny i ugoszczenie sute; złodzieje zdumieni, puszczeni zostali po uczcie na wolność. Nazajutrz nasz dzierżawca szczęśliwie pojechał do ołtarza i powrócił z nadobną żoną do domu. Tu czekała go prawdziwa niespodzianka. W nocy ludzie jego na łące znaleźli czwórkę spętanych koni, z których jeden miał na szyi worek, a w nim papiery i świadectwa najformalniejsze, iż konie te kupione zostały na jarmarku i ofiarowane przez złodziei koni dzierżawcy za sute przyjęcie, jakiego w jego domu doznali.

„Gazeta Lwowska” z 22 grudnia 1881

Indyanie w Rzeszowie…

14 listopada 2009

Indyanie w Rzeszowie.

Zdawałoby się to rzeczą wprost niemożliwą. Kto jednak chce przekonać się o prawdzie, niechaj przejdzie się ulicą Trzeciego maja, obok Kalinowszczyzny, gdzie na placu dra Danieca wybieraną jest ziemia pod fundamenty budowy.

Niemiłosierne okładanie batami koni, przeraźliwe wrzaski wprost nieludzkimi głosy: wio-ho! hetta! wiśta! wio! wio! wie-he, prrrr… przenoszą nas w krainę dzikich plemion indyjskich, które w bardzo zresztą łagodnej postaci przedstawił nam przed kilku laty sławny Buffalo Bill’es Wild West.

A co też na to zdziczenie i pastwienie się nad biednemi końmi powie Tow. opieki nad zwierzętami ?

„Głos Rzeszowski” z 23 czerwca 1912


Kto zanadto wiele je, a chciałby stracić apetyt mógłby zrobić wycieczkę do o 5 klm. odległej wsi zwanej Świlczą. Pola tejże wsi mają wygląd jak pole grunwaldzkie po bitwie z Krzyżakami, tylko z tą zmiana, że tam leżało wielu Krzyżaków, tu zaś pełno koni zabitych obdartych ze skóry i mięsa. Skóra służy jako dobry handelek dla naszych żydków, ścierwo zaś na karmę dla świń.

Można tam widzieć do 4.000 koni zabitych, a przecież trudno przypuścić, aby nasza straż bezpieczeństwa tj. żandarmerya nie wiedziała o tem, że chłopi ze Świlczy wykonują bez koncesyi tak ochydne(*) rzemiosło. Kiedy zimno pół biedy, lecz gdy przyjdą upały uciekaj myśliwcze, który tam polujesz, bo inaczej z fetoru paść możesz na miejscu, a wątpię, czy lud świlecki nie dałby cię pożreć trzodzie. Może Starostwo wydelegowałoby tam straż, a winnych pociągnęło do odpowiedzialności, bo gdy przyjdzie kiedy zaraza, to przyjdzie ze Świlczy.

„Głos Rzeszowski” z 22 listopada 1903


(*) tak w oryginale

Porady o zwierzętach

12 sierpnia 2009

(„Rolnik”) 

Aby konie miały długie ogony.

Bardzo prosty i łatwy na to sposób, – oto jeżeli koń ma kusy ogon, to trzeba myć go wodą, w której się cebula gotowała i czesać. Jak go będziesz Bracie pilnie mył taką wodą i czesał, to ogon mu ładnie i dobrze odrośnie.

„Zwiastun Górnoszlązki” z 4 czerwca 1869



Sposób na krowy gdy kopią.

Są krowy, które podczas dojenia stać nie chcą a przezto mleko psują. Można temu najpewniéj zapobiedz, wziąwszy kawał w zimnej wodzie umoczonego płótna i włożywszy go krowie na krzyż, która natychmiast kopać przestanie.

„Zwiastun Górnoszlązki” z 11 października 1870

Wyścig koni z pociągiem

11 sierpnia 2009

Kartuzy. Oberżysta H. z okolicy założył się o 500 marek z nieznajomym podróżnym, iż jadąc końmi kłusem prześcignie pociąg do Żukowa i zakład wygrał, bo przybył do Żukowa 3 minuty prędzej, aniżeli pociąg.

„Dziennik Kujawski” z 4 sierpnia 1895

Armata na ośle

26 lipca 2009

Pyszny pomysł

Zaledwie przebrzmiały wieści o nadzwyczajnych rezultatach, otrzymanych w Ameryce przez dynamitowe działa, aliści dochodzi wiadomość o nowym pomyśle, którego ojczyzną tym razem jest Anglia. W strzelnicy artyleryi pod Woolwich odbywano świeżo próby z armatami górskiemi, jak wiadomo, przewożonemi w czasie kampanii na grzbietach mułów lub osłów i ustawianemi następnie, w razie potrzeby, na daném miejscu. Otóż jeden z członków komisyi próbnéj zapragnął przekonać się, czyby armat, bez żmudnego stawiania ich na ziemi, wprost z grzbietu zwierząt użyć się nie dało. Żądanie członka, mimo ożywionego sporu, utrzymało się, przeznaczono zatém na próbę armatę, złożoną na grzbiecie osła, któréj lufa opuściła się w tył zwierzęcia. Osieł na razie zachował się najspokojniéj i bez oporu zezwolił na wycelowanie armaty. I już wszyscy pewnymi byli dobrego strzału, aliści w chwili, w któréj lont zapalono, osieł zaczął się kręcić, a następnie wierzgając, galopować po placu na wszystkie strony, wywijając morderczą częścią ciała. Tableau! Wśród obecnych powstał popłoch nie do opisania, nie zważając na kopyta ośle, co żyło pokładało się na placu z bijącem sercem, wyczekując strzału. Nareszcie strzał padł szczęśliwie, nikomu nie czyniąc krzywdy, raz na zawsze stwierdzając, że niebezpiecznie jest osłów w armaty uzbrajać.

„Kurjer Poznański” z 5 listopada 1889