Technika i wynalazki

Żelazny koń

23 grudnia 2016

Żelazny koń.

Niedawno, w Berlinie pan Nitsch produkował wobec licznie zgromadzonych techników, mechaników i dziennikarzy, żelaznego konia, własnego pomysłu. Koń ten mieści się pomiędzy dwoma kołami wysokiemi 1 metr wprawianemi w ruch poruszeniami nóg jeźdźca. Szybkość jazdy wyrównywa szybkości zwykłego kłusa. Żelazny koń może zarówno odbywać ruch po drodze szosowej, jak i po bruku ulicznym i dokonywać zwroty z największą łatwością na miejscu.

„Gazeta Narodowa” z 20 grudnia 1877

Samolotem do USA

23 grudnia 2016

Fantastyczne projekty pokonania oceanu.
Z Europy do Ameryki w ciągu jednego dnia!

(jw)

Jak donosi prasa holenderska, inżynier tamtejszy Fritz Koolhoven już wkrótce zakończy swoje prace nad budową olbrzymiego samolotu, który o ile ziści pokładane w nim nadzieje, dokona istnego przewrotu w dziedzinie komunikacji transatlantyckiej. Samolot ten, który jak inż. Koolhoven zapewnia, potrafi przebyć ocean w ciągu jednego dnia, będzie mógł obok załogi, składającej się z 14, osób zabrać ze sobą niemniej niż 180 pasażerów, umieszczonych w kabinach, które znajdować się będą w skrzydłach olbrzyma.

Konstruktor przewiduje, że aparat jego poruszać się będzie dzięki 10 motorom, poruszanym za pomocą nie benzyny, lecz ropy. Że plan Koolhovena nie jest żadną mrzonką, świadczyć może fakt, że Ameryka zaproponowała ma skonstruowanie tego samolotu u siebie. Koolhoven jednak, kierując się, uczuciem patrjotycznem, woli to zrobić w Holandji. Koszty tego olbrzymiego hotelu fruwającego, którego budowa zakończona zostanie na początku przyszłego roku, wynosić będą około 3-ch miljonów guldenów holenderskich.

Jednocześnie nadchodzi ze Stanów Zjednoczonych wiadomość, że i tam także dojrzewa pewien plan, który na pierwszy rzut oka musi się nam wydać fantastycznym. Otóż syn znanego inżyniera amerykańskiego dr Aleksandra Grahama Bella, Casy Baldwin, zaprezentuje wkrótce publiczności ślizgowiec wodny, zaopatrzony w cztery motory aeroplanowe i cztery śmigła. Dzięki pomysłowej konstrukcji „pojazd” młodego Bell’a potrafi rozwijać nieprawdopodobne szybkości, zezwalające na przebycie oceanu w niespełna dzień. Ślizgowiec ten, o ile okaże się praktyczny, posiada przed sobą wielką przyszłość, gdyż w przeciwieństwie do samolotów i sterowców wyklucza oczywiście, wszelką możliwość upadku.

„Ilustrowany Kuryer Codzienny” z 5 lipca 1932

Nowa epoka pokoju

23 grudnia 2016

Nowa epoka pokoju.

Telegramy doniosły, że uczony francuski, Paweł Giffard, twórca pneumatycznych rur w Paryżu, wynalazca aparatu, oziębiającego powietrze niżej punktu marznięcia, człowiek, który nauczył doprowadzać gazy do tego stopnia ścieśnienia, że stają się płynnemi – otóż telegramy doniosły, że ten „cudotwórca” urzeczywistnił w całej pełni ideę strzelania bez prochu. Skonstruował on karabin, rodzaj wiatrówki, wobec którego niczem są rozmaite manlichery, leblówki itp. Z nowej tej broni strzelać się bęzie płynnym gazem. Na oko karabin Giffarda wygląda jak zwykła strzelba, przypatrzywszy mu się jednak bliżej, zobaczymy, że kolba jest dłuższą i że poniżej lufy znajduje się druga rura, sięgająca do jej połowy. W tej rurze znajdują się naboje, wypełnione płynnym gazem. Naboje te dostają się jeden za drugim do lufy, jeżeli się strzela, zupełnie tak samo jak przy repetjerach.

Skoro gaz ten płynny uwolni się za spuszczeniem kurka ze swojej pokrywki, wtedy przemienia się znowu w gaz, tojest rozszerza się naraz w sposób niezwykły i działa jako siła wysadzająca na pocisk, który wydobywa się z nadzwyczajną potęgą z lufy.

Dotychczas istnieją trzy modele tego nowego gatunku broni. Do pierwszego modelu używa się pocisków 6-milimetrowych. Można z tej broni dać trzysta strzałów – jeden po drugim; poczem wyciąga się ową rurę, a umieszcza się inną, świeżo nabitą, ażeby znowu wystrzelić trzysta razy. Do drugiego modelu używa się pocisków 8-milimetrowych, strzałów dać można nie więcej jednak, jak „tylko” sto. Trzeci model nareszcie nabija się pociskami 12-milimetrowemi w ilości pięćdziesięciu.

Wszystko to odbywa się bez huku, bez dymu, z nadzwyczajną łatwością; sama broń i naboje są nader lekkie, amunicja nie zamoknie – oto „przymioty” tej nowej broni. A czyż karabin Giffarda może być użyty jako broń wojenna? Wynalazca jej twierdzi, że nadaje się bardzo dobrze do ryczałtowego mordowania ludzi; co więcej, zamierza on zreorganizować artylerję, zastosowując swój system i do armat.

Nadchodzi więc nowa epoka – pokoju, bo jakże nie ma być pokoju, jeżeli można prowadzić wojnę bronią, która daje od razu trzysta wystrzałów?!

„Kurjer Lwowski” z 14 listopada 1889

Zamrażanie

23 grudnia 2016

Przerywanie życia.

Przed laty trzydziestu czytaliśmy – ponoś w „Rozmaitościach” Gaz. Lw. – że jakiś doktor szwedzki wynalazł sposób zamrażania i odmrażania ludzi, tak, iż możnaby np. zamrozić kogoś w XIX stuleciu, a odmrozić go, zupełnie zakonserwowanego i zdrowego, po dwu wiekach. Obecnie donoszą dzienniki angielskie – które, o ile uważamy, nie pamiętają przytoczonej przez nas anegdoty, że w Australji jakiś dr Rotura odkrył na serjo coś podobnego, i że wykonał już zadziwiające eksperymenta na psach, jagniętach itd. Sekret polega na wstrzykiwaniach podskórnych, i służyć ma do transportu bydła z Australji do Anglji. Wynalazca żąda, ażeby mu pozwolono zrobić doświadczenie na człowieku, skazanym na śmierć; zamrozi on go, czyli raczej otrętwi, i ręczy, że po upływie dowolnego czasu przywoła go do życia. Daily Telegraph, powtarzając to wszystko ze słusznem niedowierzaniem, nadmienia jednakowoż, że fenomen „przerwy życia” pojawia się w naturze u zwierząt, zapadających w sen zimowy, i że dla tego sztuczne wywołanie podobnego objawu nie należy do absolutnych niepodobieństw. Jakiemby to było dobrodziejstwem, gdyby człowiek mógł dać „zamrozć się” w obecnych czasach golizny, panowania moskiewskiego itd., a obudzić się dopiero, gdy wiek złoty znowu zawita na ziemi!

„Dziennik Polski” z 5 czerwca 1879

Statua Wolności

23 grudnia 2016

Statua „Wolności świat opromieniającej”, jaką Francja postanowiła ofiarować Ameryce na pamiątkę stuletniej rocznicy niepodległości, obchodzonej jak wiadomo w r. z. jest już na ukończeniu. Wykonywaną jest ona z kutej miedzi przez rzeźbiarza Augusta Bartholdi, w zakładach Monduit, przy ulicy Chazel w Paryżu. Górne części tej kolosalnej figury, rozmiarami swemi przypominającej kolos rodyjski, mianowicie głowa, ramiona i kadłub, są już gotowe. Długość każdej ręki wynosi 4 metry 20 centym.; palec średni ma długości około 2 metrów i waży 45 kilogramów; dłoń większą jest od kotła lokomotywy. Cała statua wraz z wyciągniętą ręką, trzymającą pochodnię, mieć będzie 42 metry wysokości, a z piedestałem dosięgnie 67 metrów, to jest wysokości wieży kościoła Notre-Dame w Paryżu (68 metr).

Kolos ten umieszczony być ma w środku zatoki Nowojorskiej, na wysepce Bedloe. Podczas nocy, statua zamieni się w latarnię morską a z wysokiego czoła Wolności rozlewać się będą jasne promienie światła na rozległe morskie przestrzenie.

„Gazeta Narodowa” z 17 listopada 1877

Czujnik przeciwpożarowy 1877

26 lipca 2016

Bardzo ciekawe próby odbywały się temi dniami w pracowni chemicznej dra Radziszewskiego wobec znawców z nowym aparatem pomysłu i wykonania p. Stanisława Ziembińskiego, dyrektora instytutu przemysłowo-technicznego w Krakowie. Przyrząd składa się z małego naczynia, połączonego drutem z dzwonkiem elektrycznym, jakiego zwykle używa się do ułatwienia komunikacyi po hotelach. Aparat ten nazwany przez wynalazcę „Strażnikiem” umieszcza się gdziebądź w pokoju czy magazynie, i skoro tylko temperatura tego miejsca podniesie się po za pewien stopień, na który go ustawiono – dzwonek zaczyna dzwonić i alarmuje dopóty, dopóki się temperatura nie zniży. Ten stopień temperatury może tu być dowolnie przyjęty. „Strażnik” taki wymaga tylko słabej bateryi elektrycznej, a dzwonek może być umieszczony w znacznej od niego odległości, naprzykład w zabudowaniu straży ogniowej. Jednocześnie też same połączenia drutowe mogą służyć do wszelkiego rodzaju sygnalizacyi, do jakich są obecnie w zakładach biurowych i hotelowych używane. Próby udały się zupełnie i aparat ten przyniesie wielkie usługi we wszystkich muzeach, bibliotekach, archiwach, kasach, a nawet magazynach mieszczących rzeczy kosztowniejsze, albowiem wszelkie niebezpieczeństwo grożące wewnętrznym pożarem, stanowczo da się usunąć. Na zaletę jego trzeba przyznać, że jest nadzwyczaj prosty i tani – działa z niezawodna pewnością, bo nawet w razie zepsucia się któregobądź drutu dzwonek sam daje znać o tem.

„Gazeta Lwowska” z 28 grudnia 1877

Okręt nie do zatopienia

26 lipca 2016

Okręt nie do zatopienia.

W porcie tulońskim spuszczono na morze nowy okręt „Cecille”, który kosztował 8 milionów franków, a którego podwójny płaszcz wypełniony jest cellulozą, mająca tę własność, że gdy kula wybije w pancerzu otwór, ona rozciąga się i otwór zamyka. Jeżeli wynalazek ten okaże się praktycznym, żaden okręt nie będzie mógł w przyszłości zatonąć i pancerze stalowe wyjdą z użycia.

„Gazeta Lwowska” z 20 maja 1888

Kolej konna we Lwowie

20 maja 2016

Kolej konna we Lwowie.

Dnia wczorajszego komisja, wysadzona z Rady miejskiej, zakończyła rokowania z pełnomocnikiem Towarzystwa akcyjnego belgijskiego, które urządziło kolej konną w Trieście, o urządzenie takiejże kolei we Lwowie. Umowa ta po świętach przyjdzie pod uchwały pełnej Rady miejskiej.

Towarzystwo ma kolej tę urządzić do roku, a urządzi ją już do końca czerwca. W pierwszym roku, to jest w r. 1879. kolej ta obejmować będzie 6 kilometrów, to jest od głównego dworca kolei na plac Gołuchowskich, a z placu Gołuchowskich jedno ramie do rogatki Żółkiewskiej, a drugie ulicą Karola Ludwika do placu Cłowego koło wojskowej pikiety ogniowej. Każdy wagon będzie miał dwie klasy: pierwszą i drugą. Kolej podzielona będzie na sekcje. Jazda przez jedną sekcję będzie kosztować 5 centów w pierwszej klasie a 3 centy w drugiej. Maximum opłaty w obrębie rogatek na wszystkich tak teraz jak i później zaprowadzić się mających liniach, t. j. dla jadących przez wszystkie sekcje, nie może być większe jak 20 centów w pierwszej klasie a 15 centów w drugiej. Będą wydawane tak karty abonamentowe jak i stałe na osoby, z bardzo znacznym opustem od taryfy zwykłej. Towarzystwo przy rozpocząciu w pierwszym roku już utrzymywać będzie 150 koni. Miasto ma wybór linii z placu Gołuchowskich do żółkiewskiej rogatki, tj. albo Słoneczną ulicą, ponad Pełtwią, albo wprost ulicą Żółkiewską. Koncesja ma być dana Towarzystwu na lat 60. Pierwotnie Towarzystwo w swej ofercie żądało 80 lat, a miasto proponowało lat 50. Czyszczenie i wywóz śniegu i lodu z ulic, którędy tramwaj pójdzie, bierze Towarzystwo na siebie, a miasto płaci Towarzystwu za wywóz tyle, co dotąd wywóz ten kosztował, w ostatniem przecięciu trzechletniem, z opustem jednak 25%. Również dowóz materjałów tramwajem, t. j. kamienia, żwiru itp. Towarzystwo ma o 10% taniej uskuteczniać jak opiewa taryfa dla stron prywatnych. Oprócz tego Towarzystwo zobowiązuje się dostarczać 10 par koni dla pogotowia pożarowego, po l zł. 50 c. dziennie. Dotąd prawie drugie tyle to pogotowie kosztowało. W razie potrzeby Towarzystwo obowiązane dostarczyć wszystkich swoich koni do pożaru bezpłatnie.

„Gazeta Narodowa” z 19 grudnia 1878

Radio i telefon

20 maja 2016

Czyżby radjo nie lubiło telefonu?

W mieście Cleveland stanu Ohio (Ameryka półn.) zaszedł niedawno bardzo oryginalny wypadek, który możnaby uważać za dowód, że radjo nie cierpi aparatów telefonicznych.

Mieszkańcy przedmieścia Clevelandu, odległego o jakieś 1 i pół kilometra od miejscowej stacji nadawczej radja, pewnego pięknego dnia zauważyli, że ich aparaty telefoniczne doskonale oddawały program radjowy, chociaż w całej okolicy nie było ani śladu jakiejkolwiek anteny lub aparatu odbiorczego.

Oczywiście niktby nic nie miał przeciwko temu, by bez żadnych przygotowań i kosztów słuchać koncertów przez radjo i żaden obywatel z Cleveland nie wytaczałby skargi, gdyby nie przykry objaw, że jednocześnie aparaty telefoniczne stały się zupełnie niezdatne do użytku właściwego.

Zarząd telefonów zmienił wobec tego instrukcje, na przewodniki użył nowego drutu, ale zupełnie bez powodzenia. Dotąd jeszcze nie udało się dociec właściwej przyczyny tego zjawiska, chociaż inżynierowie radjotelegraficzni biedzą się już od tygodni nad tem, w jaki sposób zaradzić tego rodzaju „niezgodzie” między telefonem a radjo.

„ABC” z 22 grudnia 1926

Pałac cyklistów

31 grudnia 2015

Pałac Cyklistów będzie jedną z osobliwości paryskiej wystawy powszechnej w r. 1900. Cały budynek składać się ma z powiększonych odpowiednio części bicykla. Otwory okien wyobrażać będą koła rowerów, a wierzch gmachu ozdobi wielka piramida, złożona z welocypedów. Oprócz historji welocypedu, przedstawionej obrazowo od najdawniejszych czasów, istnieje projekt urządzenia w gmachu wzorowej fabryki, która w obecności widzów wyrabiać będzie najdrobniejsze części składowe welocypedów. W restauracji kelnerowie na rumakach stalowych będą obsługiwali publiczność; orkiestra na trycyklach, objeżdżając gmach, będzie uprzyjemniała czas zwiedzającym. Naturalnie ozdoby ścian i plafonów wszystkie pozostawać będą w związku ze sportem kołowym. Dla welocypedystów wodnych urządzony będzie basen olbrzymi.

„Kurjer Lwowski” z 11 marca 1897

Następna strona »