Archiwum miesięcy: Lipiec 2011

Farbowanie kwiatów

6 lipca 2011

Farbowanie kwiatów.

Po daremnych próbach barwienia kwiatów tak jak martwych przedmiotów, dwaj Anglicy Brockband i Dorrington wpadli na nowy pomysł. Zaczęli oni odcięte od krzewu kwiaty wstawiać do wody, zawierającej farby anilinowe. Używając np. rozaniliny, rozpuszczonej w takiej ilości, żeby roztwór miał wygląd wina bordeaux, przekonali się, że działanie jest najszybsze; białe kwiaty zanurzone łodygami w takiej farbie, przybierały po pewnym czasie barwę różową lub czerwoną, indygo daje wspaniały kolor niebieski. Mieszając oba wymienione barwniki otrzymujemy rozmaite odcienia purpury; przyczem zdarza się, że jedne części kwiatu stają się purpurowe, drugie niebieskie, trzecie różowe, lub centkowane. Pragnąc naprzykład mieć zieloną różę mieszamy niebieską farbę z żółtą; indygo z koszenillą dają dość dobre rezultaty.

Nie wszystkie atoli kwiaty są stosowne do tego rodzaju doświadczeń; najlepiej używać konwalii, która po upływie 6 godzin, przybiera wspaniałą, różową barwę, i narcyzów, przechodzących w ciągu 12 godzin od niepokalanej białości do ciemnej czerwoności, a jeszcze prędzej przybierających delikatne odcienia różowe. Narcyz żółty zabarwia się też pięknie. Również próby zabarwiania udają się też z Polygonatum vulgare (babikrówką), z tulipanami, cyklamenami, hyacentami itd.

Przytoczyliśmy tutaj najłatwiejsze doświadczenia, ale kto ma cierpliwość, niech ostrożnie wyjmie z doniczki kwitnący hyacent, aby nie połamać i nie poobrywać delikatnych korzonków i niech pozwoli roślinie moknąć w roztworze wodnym rozaniliny. Po upływie 12 godzin płatki zaczynają się barwić na różowo. Ten sam rezultat otrzymujemy, zastępując hyacent tulipanem, narcyzem, amarylisem lub inną jaką rośliną cebulkową. Na uwagę zasługuje okoliczność, że p. Brockbank nie zdołał zabarwić kwiatów, podlewając je wodą z farbą.

Mamy więc rozległe pole do doświadczeń, które przy pomocy bardzo skromnych środków można wykonywać na wsi, urozmaicając je dowolnie. Wystarajmy się o wielki kwiat „Lapageria alba”, który jest osadzony na bardzo cienkiej łodydze; pomimoto w trzy albo cztery godziny farba zostanie wessaną w płatki. Eucharis amazonica ma, przeciwnie, grubą łodygę, tymczasem kwiat wsadzony do roztworu farby anilinowej wcale się nie barwi, z wyjątkiem słupka. Fakty podobne od dość dawna są znane, a nawet kilkakrotnie posłużyły do fałszowania. Tak np. pewien ogrodnik paryzki ogłosił, że po długich próbach udało mu się wyhodować niebieską różę. Goniąca za nowością i ekcentrycznością publiczność chętnie płaciła 20 fr. za niebieską różę, aliści w końcu tajemnica wyszła na jaw; tylko po niewczasie, bo pomysłowy ogrodnik zarobił na owym figlu grube pieniądze.

„Kurjer Poznański” z 12 czerwca 1901

Jak odstraszyć ptaki od owoców

6 lipca 2011

SPOSÓB ODSTRASZENIA PTAKÓW OD OWOCÓW.

Pozawieszaj na drzewach za pomocą nici, kawałki szkła, w których promienie słoneczne odbijając się, blaskiem swoim ptaki odstraszą. Drzewa w ten sposób raz zabespieczone, zostaną wolne każdego lata od napadów wróbli, szkiełek do tego nie potrzeba wiele; a skutek pewny i nieomylny przyniosą.

„Kalendarz Wolnego Miasta Krakowa na rok 1843″


Aby wróble od wisien odstraszyć, trzeba wewnątrz korony drzewa zawiesić na szpagacie przerżniętą główkę czosnku i od czasu do czasu czosnek zmieniać. Wróble nie mogą znieść zapachu czosnku i unikają drzewa.

„Nowy kalendarz poznański polski katolicki na rok 1879″

Przechowywanie owoców

6 lipca 2011

Jak zachować świeże śliwki aż do wiosny?

Zrywa się śliwki w dniu jasnym i suchym starannie z drzewa, i to wtenczas, gdy są dojrzałe, ale nie miękkie, i pozostawia się je przez mniej więcej 36 godzin w miejscu suchem, aby wyparowały. Potem układa się je w nowy garnek kamienny, czysto wytarty, w którym nie było jeszcze nigdy wody, warstwami, przesypując je otrębami, i to tak, aby szypułkami odwrócone były do dołu i, aby jedna śliwka drugiej nie dotykała, a przestrzeń pomiędzy niemi wypełnia się otrębami. Napełniony garnek przykrywa się papierem pergaminowym, następnie mokrym pęcherzem hermetycznie się zawięzuje i chowa w miejscu zupełnie suchem i chłodnem. Przed użyciem ściera się otręby ze śliwek, wkłada się w sito włosienne i trzyma przez chwilę nad parą gotującej się czystej wody, przez co owoc nabiera świeżego wyglądu co dopiero zerwanych śliwek

„Dziennik Kujawski” z 18 września 1895


Łatwe przechowanie jabłek przez zimę.

Aby jabłka bez zepsucia przez całą zimę przetrwały, trzeba je zaraz po otrząśnieniu z drzew, w zamkniętém naczyniu, ile możności sucho i w chłodzie zachować; na powietrzu bowiem jak zwykle rozsypane, w kilka tygodni więdną, marszczą się i tracą zapach, Chcąc zatem jabłka do następnej wiosny przechować, należy je zaraz po zbiorze w beczułkach wysuszonym dokładnie piaskiem przesypać warstwami, tak je układając, aby się niedotykały; nareszcie wszystko warstwą suchego piasku pokryć. Tym sposobem postępując, uchroni się jabłka od zetknięcia z powietrzem, co właśnie głównym do przechowania ich jest warunkiem. Nadto piasek wstrzymuje pocenie się jabłek, i dlatego zapachu swego nie tracą, wilgoć zaś wydobywająca się z nich w suchy piasek wsiąka, przez co ciągle będąc osuszane, aż do miesiąca czerwca, w całéj swéj świeżości pozostać mogą.

„Kalendarz domowy i gospodarski na rok zwyczajny 1854.” 


Z pomiędzy licznych sposobów przechowywania owocu przez zimę, najlepszem zdaje się być użycie w tym celu mułu torfowego. Skrzynkę o zawartości pół metra kubicznego ustawia się w sklepie, zapewnionym od mrozu i posypuje dno jej miałkim, osianym mułem torfowym na grubość palca i na nim układa się owoc ogonkami na dół jak najbliżej siebie, jednakże tak, aby się nie dotykały. Następnie wypełnia się tak samo mułem istniejące pomiędzy owocem próżnie, daje ponad tem znowu taką sama, warstwę mułu, jaka daną była pod owoc na spód skrzynki i tak postępuje się aż do zupełnego jej zapełnienia. Owoc podobnie przechowany zatrzymuje smak, zapach i kolor swój aż do późnej wiosny.

„Dziennik Kujawski” z 20 listopada 1895

Tajemnice toaletowe

6 lipca 2011

Tajemnice toaletowe.

Dla naszych pięknych czytelniczek nieobojętnym może będzie przepis pielęgnowania rąk, którego nam łaskawie udzieliła jedna z pań, odznaczająca się rzeczywiście ślicznemi rączkami. Repertuar przyborów ku temu celowi składa się: z szczoteczki do paznogci, kawałka pomeksu, trochę amoniaku, cytryny i boraksu. Przedewszystkiem trzeba ile możności nosić rękawiczki, mydeł używać nie gryzących, a najlepiej marsylskich, białych, lekko pachnących. Gdy ręce bardzo spracowane obmyć je w wodzie letniej, w której ma być namoczona nie wielka ilość otrąb pszenicznych. Z plam doskonale się czyszczą boraksem lub amoniakiem i przy stwardnieniu skóry wycierać zgrubiałe miejsca cierpliwie pomeksem, poczem na noc umyć rozpuszczonym boraksem lub amoniakiem, natrzeć lekko gliceryną i włożyć rękawiczki. Przeciw czerwoności rąk, która jest tak bardzo rozpowszechnioną, używać soku z cytryny, mieszanego w równych częściach z gliceryną. Ręce nie należy kilka razy przez dzień myć mydłem, wystarczy sokiem z cytryny, czasem z odrobiną soli. Każdym razem po umyciu wycierać starannie ręcznikiem i przez dłuższy czas nie narażać je ani na zimno ani na gorąco.

Plamy z atramentu czyścić sokiem z cytryny, pomarańczy, lub pomidorem, liśćmi szczawiowemi albo wreszcie mlekiem – z owoców lub jarzyn tylko sokiem z cytryny – ze smoły, skórką z cytryny. Dla bardzo pracowitych pań, które w danym razie nie wahają się nawet kartofli obierać – wskazanem jest by zaraz po tej czynności nie myć rąk, lecz w jakiś czas później, gdy z soku wydzielonego przez kartofle najzupełniej obeschną. Ręce opalone słońcem myć na noc serwatką nie wycierając wcale ręcznikiem, – w braku serwatki użyć letniej wody, potem wodą różaną, nakoniec natrzeć lekko gliceryną i włożyć rękawiczki. Po innych cięższych robotach natrzeć trochę waseliną, poczem umyć ciepłą wodą z mydłem. – Wreszcie przy poceniu się rąk należy takowe wycierać ręcznikiem zamaczanym w następującym płynie: wody kolońskiej 70 gramów, tynktury belladony 15 gr. – Niekiedy przed wyjściem na zabawę gdzie podczas tańcu ręce najwięcej się pocą, zamoczyć takowe na dobrą chwilę w chłodnej wodzie z ałunem.

Zatem moje panie dalej do dzieła, a wkrótce rzeszowianki zasłyną z pięknych rączek…

„Głos Rzeszowski” z 13 grudnia 1903



Szybkie usuwanie z rak niemiłej woni.

Ręce wymyć gorczycą a niemiły odór zniknie. Tym sposobem czyszczą się wagi i inne naczynia, aby usunąć z nich woń niemiłą.

„Głos Rzeszowski” z 24 lipca 1910

Świntuch baba

6 lipca 2011

Świntuch baba.

Przy ul. Hausnera 14, zaszedł dziś w nocy taki typowy lwowski wypadek: właścicielka kamienicy, chcąc wyprzątnąć kloakę, poleciła stróżowi, aby kał kloaczny wylewał w muszlę wodociągową i w ten sposób odprowadzał go na ulicę. Stróż zabrał się do tej roboty w nocy, i łatwo pojąć, co się niebawem działo w całym domu i na całej ulicy, po której kał się rozpłynął. Ludzie poczęli się dusić nawet w zamkniętych mieszkaniach, bo straszny odór zapowietrzył całą okolicę i wdzierał się do wszystkich domów. Ostatecznie zaalarmowano policyę i ta położyła kres tej strasznej manipulacyi. Policya powinna właścicielkę kamienicy surowo ukarać za ten szelmowski pomysł zamieniania wodociągu na – kanał kloaczny! Oj! ta ulica Hausnera!

„Goniec Polski” z 18 września 1907

Dziad zbrodniarz

6 lipca 2011

Niesłychana zbrodnia.

Z Sokala donoszą nam: W dniu 8-go września odbył się w Sokalu odpust doroczny w kościele tutejszym OO. Bernardynów. Na odpust ten ściągają się pątnicy z całej Galicyi prawie, tudzież sąsiednich wiosek rosyjskich. Dziadów, kalek rozmaitych liczy się tu podczas odpustu na tysiące. Dwóch dziadów pokłóciło się między sobą. Jeden z nich udał się natychmiast do posterunku żandarmeryi w Sokalu i zeznał na swego towarzysza, co następuje: Przed 4-ru laty, dziad Wasyl porwał z pola w Koszlakach pow. Zbaraż pasącego bydło chłopca Wasyla Trojana, liczącego wówczas lat ośm. Z chłopcem poszedł w świat. Następnie ze swymi towarzyszami związał chłopca i kipiącym smalcem wypiekł mu oczy i złamał rękę. Chłopak stracił zupełnie wzrok. Katował go i bił, przyuczając do żebractwa. Rodzice poszukiwali chłopczynę, ale nadaremnie. Aż dopiero teraz wyszło wszystko na jaw. Przyaresztowano tego dziada i zamknięto w tutejszym sądzie. Chłopcem zaopiekował się na razie tut. magistrat. W śledztwie zeznał chłopiec wszystko, opisał katusze, jakie przeszedł. Dziś chłopczyna 12-to letni przedstawia obraz nędzy, wypalone oczy wyglądają strasznie. Od czasu do czasu dostaje ataków nerwowych, kurczy się, pytając gdzie dziad Wasyl, aby go nie bił.

„Goniec Polski” z 12 września 1907

Sztuczki z piwem

6 lipca 2011

Z butelki dobrze zakorkowanej, wypić szklankę piwa, bez naruszenia korka i butelki.

Sztuka ta wydaje się bardzo trudną, a jest istotnie bardzo łatwą. Bierze się butelkę, która ma wydrążenie na dole, a wiadomo, że takie wydrążenie znajduje się u wszystkich flaszek do wina i piwa, przewraca się szyjką na dół i wlewa się w owo wydrążenie napój, zatem wypija się rzeczywiście z butelki piwo a nie narusza się korka i butelki. Można te sztukę więcej interesująca uczynić, jeżeli się weźmie więcej butelek, wybiera się, próbuje, szemrze się rozmaite słowa itd.

(*) XIX-wieczne butelki od piwa miały wklęsłe denka, jak obecne butelki od szampana


 

Piwo i wodę pić z jednej szklanki.

Nalej piwa do kufla, do połowy, nakryj go płótnem, a na to piwo nalej (jakby przez sito) wody. Z powodu gęstości piwa, woda się z niem nie zmiesza, lecz zostanie u góry. Można więc naprzód wypić wodę, a potem dopiero, osobno piwo, albo piórkiem lub słomką, naprzód piwo, a potem wodę.
oba wycinki z: „Ananas. Kalendarz galicyjski humorystyczny, ilustrowany i informacyjny na rok 1896″

Dziki człowiek

6 lipca 2011

Jakiś „dziki człowiek”, pokazywany w budzie jarmarcznej w Grudziądzu, stał się przedmiotem rozmaitych szykan i dokuczliwości z strony gawiedzi ulicznej, która zwykła się gromadzić w koło bud i dziurami przyglądać się dziwom w nich pokazywanym. Gdy mu dokuczono zbytecznie, kłując ostro zarzniętemi kijami, wypadł z pałką w ręku i niebezpiecznie jednego z swych napastników pobił. Uwięziono go i wykazało się przed sądem, że pochodzi z wyspy św. Maurycego w pobliżu Madagaskaru, że jako majtek przybył do Hamburga i tam się wynajął do pokazywania się za pieniądze. Kara zapewne spotka go łagodna ze względu na dokuczliwe drażnienie go i właściwą ludziom jego narodowości gwałtowność.

(G. T.)

„Orędownik” z 24 listopada 1877

Mycie tygrysa

6 lipca 2011

Ciekawy wypadek, a może dotychczas niebywały, wydarzył się niedawno temu w Moskwie. Francuski pogromca zwierząt Pepon, przyjął do służby jakiegoś kozaka, któremu dał znakami, bo kozak po francusku nie rozumiał, zlecenie, aby klatki zwierząt wyczyścił. Tymczasem kozak nie zrozumiał go, i na drugi dzień rano wszedł z naczyniem z wodą, szczotką i mydłem do klatki, w której się mieścił dziki i nieoswojony jeszcze tygrys bengalski. Tygrys spał, obudził się jednak, kiedy do klatki jego wszedł nieproszony gość, spojrzał gniewnie na niego, czem tenże jednak nie pozwolił się zbić z tropu, tylko z wszelkim spokojem począł dziką bestyę myć i szorować. A tygrysowi ta ranna tualeta nadzwyczaj się podobała, bo koziołkował się z jednej strony na drugą i pozwolił się zlewać zimną wodą. Po skończonej pracy wyszedł kozak spokojnie z klatki i zamierzał właśnie do drugiej wchodzić, kiedy przyszedł Pepon i przemocą tylko od kroku nierozważnego go powstrzymał.

„Gazeta Lwowska” z 17 lipca 1898

Telefon

6 lipca 2011

Telefon.

Najwierniejszy przyjaciel naszego największego poety Adama Mickiewicza, żyjący jeszcze w Warszawie pan Edward Odyniec zapewnia, że nasz poeta bawiąc przed 1830 r. w Petersburga zabawiał się pisaniem książki, którą nazwał „Historyą przyszłości.” Ma się rozumieć, iż mało kto wiedział o tej fantastycznej zabawce naszego wielkiego mistrza słowa, a że nigdy jej nie przeznaczył do druku, najlepszy dowód w tem, że książka zaginęła i nikt jej już widzieć nie będzie. Jednakże zdarzyło się, iż przyjacielowi swemu p. Odyńcowi, będąc raz w dobrym humorze, przeczytał z niej wyjątek dotyczący tego, jakie będą postępy nauk i wynalazków w roku pańskim 2000. A stało tam, „że z biegiem czasu ludzie doszli do takiego wydoskonalenia przyrządów na słuch działających, iż siedząc wygodnie przy palącym się na kominku ogniu – czego nasz poeta wielkim był zwolennikiem – można słyszeć, nie ruszając się z miejsca, koncertów świetnych i świetniejszych jeszcze mów parlamentarnych.” Któż nie byłby wtedy – oprócz serdecznego przyjaciela – wyśmiał po prostu naszego Mickiewicza, gdyby mu był seryo to przypuszczenie wypowiedział? A jednak nie trzeba nam było aż do 2000 roku czekać na urzeczywistnienie przewidzeń wielkiego poety, bo oto mamy już takie małe narządko, zwane „Telefonem,” które wprawdzie zdaniem wszystkich uczonych jest jeszcze w kolebce, bo wielkiego wydoskonalenia potrzebuje, za nim będzie wstanie ważne światu oddawać usługi, ale nie mniej urzeczywistnia to niedawno jeszcze niedościgłe marzenie, iż o kilkadziesiąt a nawet podobno i o kilkaset tysięcy kroków wszelkie dźwięki najlżejsze i mowę ludzką ze wszystkiemi jej odcieniami wiernie i dokładnie za pomocą tego przyrządu słyszeć można.   Czytaj dalej…

Uzdrowiony przez piorun

6 lipca 2011

Uzdrowiony przez piorun

Podczas burzy jaka przeszła nad Łodzią i okolicami piorun uderzył w dom mieszkalny Jerzego Kowalaka we wsi Józefów pod Chojnicami. Kowalak został zabity, zaś obecny w domu sąsiad jego ciężko porażony. Piorun miał również następstwa dodatnie. Zamieszkały bowiem w sąsiedztwie Józef Motłecki od lat sparaliżowany w chwili uderzenia piorunu spadł z krzesła na którym siedział a w następstwie lęku i bodźca zerwał się z podłogi po czym o własnych siłach wybiegł z izby. Od tej pory Motłecki chodzi już normalnie.

„Dziennik Ostrowski” z 27 czerwca 1939

Odkrycie tajemnicy Kuby Rozpruwacza?

6 lipca 2011

Odkrycie tajemnicy Kuby Rozpruwacza?

Straszliwa „legenda” Kuby Rozpruwacza. – Postrach całej Europy przed 43 laty. – Sensacyjny dokument. – Kim był Kuba Rozpruwacz? – Nie bandyta, ani emigrant, ale znakomity chirurg londyński! – Jak go wykrył jasnowidz, Mr. Lees?

Głośna była przed 43 laty, w roku 1888, afera słynnego „Kuby Rozpruwacza”, tajemniczego człowieka – upiora, który dokonał całego szeregu potwornych, sadystycznych zbrodni na ulicach i w zaułkach Londynu.

Mordował on przeważnie kobiety z półświatka, przecinając im najpierw nożem gardło, a następnie zadając okrutne ciosy w brzuch, aż wypływały na wierzch wnętrzności.
Postrach padł wówczas na całe społeczeństwo stolicy Anglji, zwłaszcza na kobiety; policja angielska napróżno wytężała wszystkie swe siły i zdolności, aby przychwycić zbrodniarza, a koszmarna opowieść o Kubie Rozpruwaczu poszła na cały świat, wszędzie budząc zrozumiały lęk i przerażenie. Nawet u nas w Polsce postać upiornego „Kuby” szerzyła strach między ludem i proletarjatem miejskim. W Warszawie, Krakowie i Lwowie, nawet w miastach prowincjonalnych, pojawiały się znagła pogłoski lub tajemnicze kartki na parkanach, zapowiadające, że „Kuba Rozpruwacz” przybył do danej miejscowości i rozpocznie całą serję swoich mordów. Ludzi ogarniał taki lęk, że kobiety z zapadnięciem zmroku nie chciały wychodzić na ulice i nawet w biały dzień oglądały się wystraszone, czy nie idzie gdzieś za niemi Kuba Rozpruwacz z Londynu.

Potworny ten człowiek – upiór, poprzednik upiora z Dusseldorfu, grasował w Londynie od 3 kwietnia do 9 listopada 1888, poczem zbrodnie ustały, a słuch o niewykrytym przez policję mordercy – sadyście zwolna przycichał. Została jednak po nim, przez kilkadziesiąt lat, straszliwa fama i specjalna, straganowa „literatura”, opowiadająca szczegóły, które mroziły krew w żyłach.    Czytaj dalej…

Na czworakach

6 lipca 2011

Na czworakach.

Piszą z Berlina:

W sali gimnastycznej obszernym wianuszkiem krąży szereg dzieci na czworakach. To najnowsza metoda prof. dr. Klappa leczenia skrzywień kręgosłupa, zastosowana przez niego przedewszystkiem we własnej klinice berlińskiej. Punktem wyjścia do tej nowej metody były następujące spostrzeżenia: Przedewszystkiem zauważono, że psy, którym sztucznie wytworzono skrzywienie kości pacierzowej, pozbywały się go z łatwością, skoro tylko pozwolono im dowolnie biegać. Człowiek pierwotny prawdopodobnie posługiwał się także czterema kończynami do chodzenia, a w każdym razie dziecko robić musi wiele wysiłków, zanim utrzyma swe ciało w pozycyi pionowej. Ztąd też u dzieci słabiej rozwiniętych, rachitycznych, w tej pozycyi najczęściej następują skrzywienia kręgosłupa. Dzieci takie, potrzebujące daleko więcej wysiłków, do zdobycia sztuki chodzenia, bardzo chętnie po pierwszych próbach powracają do czołgania się i wędrowania na czworakach. W tej pozycyi nabyte pod ciężarem ciała skrzywienia bardzo łatwo powracają do stanu normalnego. Dr. Klapp robił już szereg prób z dziećmi i jakkolwiek uprawia swoją metodę czołgania bardzo niedawno, osiągnął podobno bardzo pomyślne wyniki. Codziennie też około 40 dzieci w wieku od lat 5 do 10 odbywa w jego klinice pod dozorem samego profesora lub jego asystenta spacer po pokoju na czworakach.

„Goniec Polski” z 11 sierpnia 1907

Psy w Konstantynopolu

6 lipca 2011

Psy w Konstantynopolu.

Zamieszkały w Konstantynopolu lekarz badał przez lat wiele psy, którym to miasto daje gościnny przytułek. Liczy ono 40 do 50 tysięcy psów. Śmiertelność wśród nich znaczna – od 60 do 80 dziennie. Niesłychanie ciekawym jest zmysł organizacyjny, który wykazują psy konstantynopolskie. Ten zmysł musi być zapewne właściwy psom wogóle, jednak nigdzie nie mają tak obszernego pola do ujawnienia swych zdolności w tym kierunku, jak w mieście, będącem poniekąd ich stolicą. Psy podzieliły je, rzec można, na sfery i bardzo pilnie strzegą ich granic. Pies, który z jednego rewiru chce przejść do drugiego, przypłaca to nieraz życiem, gdyż psy każdego okręgu bronią swych praw obywatelskich i nie dopuszczą „intruzów”. Autor książki, zbadawszy granice tych stref, próbował zwabić psy jednego rewiru do drugiego, rzucając im chleb lub kości po za granicę ich strefy. Kręciły ogonem, warczały, dreptały na miejscu, oglądały się po za siebie, rozmaitymi sposobami starały się objawić, że im tego pożywienia tknąć nie wolno, gdyż leży na obcym gruncie. Czasem pies obejrzy się dokoła i podbiega, aby schwycić łakomy kąsek. W tejże chwili, rzekłbyś, z pod ziemi wyskakuje czworonożny strażnik pograniczny i szczekaniem alarmuje psy swego rewiru, donosząc im o zjawieniu się przemytnika.

Na każdem skrzyżowaniu się ulic stoi pies – jako szyldwach i broni dostępu nie należącym do danego okręgu towarzyszom. W każdej strefie jest pies przewodnik, umiejący nakazać dla siebie posłuch wśród podkomendnych. Kroczy zwykle na ich czele. Psy uliczne żywią nieubłaganą nienawiść dla pokojowych. Niebezpiecznie wyprowadzać je na spacer, bo ci arystokraci mogą się zapoznać z zębami psiego proletaryatu.

Jeszcze jeden rys ciekawy – psy konstantynopolitańskie mają pojęcie o czasie. Pewien kupiec z Pora pozyskał przyjaźń dużego czarnego kundla, a to dzięki temu, że co rano, idąc do sklepu, rzucał mu kawał mięsa. Gdy pewnego dnia, wyjątkowo, wyszedł do sklepu w niedzielę, nie ujrzał swego przyjaciela. Przemyślny pies wiedział, kiedy przypada niedziela i że w tym dniu nie może liczyć na mięso. Włóczęgostwo psów konstantynopolitańskich nie zatarło w nich wrodzonej tej rasie zwierząt uczciwości i lojalności. Gotowe całemi godzinami wygrzewać się na progach sklepów spożywczych i nie tknąć produktów, leżących obok. Różnią się pod tym względem tylko psy, tak zw. „mostowe”, chroniące się w pobliżu wody. Te całemi bandami wyruszają na żer i wczesnym rankiem oblegają sklepy z pieczywem. Niechże kto niebacznie spuści rękę z chlebem, wyrywają mu go natychmiast i uciekają ze zdobyczą.

„Goniec Polski” z 30 sierpnia 1907

Wyrok na posła – złodzieja

6 lipca 2011

„Platerowy” poseł z P. S. L. skazany na 3 miljony mk.

Warszawa, 11. 2. (Tel. wł.) Sąd pokoju rozpoznawał wczoraj sprawę b. posła z P. S. L. Walczuka, osk.[arżonego] o przywłaszczenie platerów sejmowych i skazał go na trzy miljony grzywny i 300 tys. mk. kosztów sądowych, a w razie niewypłacalności na 6 miesięcy aresztu.

„Gazeta Bydgoska” z 13 lutego 1923



Zaostrzenie wyroku na b. posła Walczuka.

Warszawa, 11. 5. (PAT.) „Rzeczpospolita”. Sąd apelacyjny rozważał sprawę b. posła Walczuka, skazanego w pierwszej instancji na zapłacenie 3 miljonów marek kary za kradzież naczyń z bufetu sejmowego. Prokurator zaapelował, żądając ostrzejszej kary. Sąd przychylił się do żądania prokuratora i skazał oskarżonego na 5 miesięcy więzienia.

„Kurjer Poznański” z 13 maja 1923

Następna strona »