Archiwum miesięcy: Listopad 2012

Powstaniec czworonożny 1863

6 listopada 2012

Ze Stryjskiego

(Powstaniec czworonożny.)

Z pomiędzy włościan, którzy w dniu 8. b. m. ze wsi Kołozyny blisko Żurawna, za grzybami i żołędzią w las się udali, spostrzegł jeden postać w bliskości sągów czającą się. W mniemaniu, że to ukrywający się Polak, jak zwykle powstańców nazywają, zwołuje towarzyszów i rozsyła ich na około miejsca, gdzie widział tę postać, a sam rusza prosto na mniemanego Polaka. Gdy się zbliżył i słowami groźnemi przemówił, podnosi się z legowiska potężny niedźwiedź, bo on to był, i porywa bohatera opisanej wyprawy w tak silne objęcia, że tenże w krótkim czasie ducha wyzionął.

„Gazeta Narodowa” z 22 października 1863

Samobójstwo wystrzałem z działa

6 listopada 2012

Samobójstwo wystrzałem z działa.

W Neu-Ulm zastrzelił się w ten sposób Jan Scheller, wice-feldwebel przy artylerji bawarskiej; nabił on działo 1 funtem prochu, włożył na proch 4 kule karabinowe i 9 karabinowych kartaczy i wypalił. Przyczyną nieszczęśliwa miłość.

„Dziennik Polski” z 6 stycznia 1874

Broń małokalibrowa 1896

6 listopada 2012

Przeciwko broni małokalibrowej powstaje opozycya w kołach wojskowych i marynarzy Stanów Zjednoczonych, gdzie zaprowadzenie karabinów kalibru 0.303, zamiast dotychczasowej broni systemu Springfielda, zostało niedawno postanowionem. Co do siły uderzenia i dystansu okazała nowa broń małokalibrowa zalety zadziwiające. Na odległość 30 yardów przebija kula takiego karabinu 62 desek 3/4 calowych ustawionych za sobą o 3/4 cala jedna za drugą, a jeszcze w odległości 2500 yardów jest strzał trafnym i niebezpiecznym. Lecz to nie jest jeszcze wszystko, czego się od strzału wymaga; i w wojnie i w łowach ma on albo zadać śmierć, albo uczynić niezdolnym do dalszej walki, a pod tym względem zebrane w ostatnich czasach doświadczenia, nie świadczą na korzyść broni małokalibrowej.

W wojnie pomiędzy Chilijczykami a Peruwiańczykami, gdzie część armi chilijskiej bronią o kalibrze 0.30 uzbrojoną była, sprawdzili chirurdzy, że tylko 15% trafionych utraciło życie lub stało się niezdolnymi do walki. Japończycy byli w ostatniej wojnie z Chinami uzbrojeni przez jenerała Mutawę w wyborną broń mołokalibrową, najbardziej zbliżoną do francuskiej. Otóż sprawozdania obcych oficerów a między innymi porucznika O’Brien, który ze strony wojennego departamentu Stanów Zjednoczonych był na plac walk chińsko japońskich odkomenderowany, twierdzą, że trafność strzałów pozostawiała wiele do życzenia i że kula tylko wtedy zabijała przeciwnika lub czyniła go niezdolnym do walki, gdy trafiła w głowę lub brzuch. Uderzywszy w kość, przewierca kula gładką dziurę nie druzgocząc kości wcale. A należy dodać, że kula karabinu japońskiego ma kaliber 0.315, więc jest nieco większa, niż kula karabinów małokalibrowych europejskich.

O działaniu karabina angielskiego cal. 0.30, opierając się na doświadczeniach poczynionych w walkach z Birmańczykami i na granicy Tybetu, raportuje jenerał Lowe co następuje: „Niejednokrotnie przyprowadzano nam jeńców, którzy byli przestrzeleni dwoma lub trzema kulami, a mimo to zdolni byli odbyć marsz na 6 lub 7 mil (ang.), zanim się do naszego obozu dostali. Jeńcy ci tłumaczyli, że na placu boju dlatego tak mało trupów i rannych pozostaje, iż pada tylko ten, który zostanie trafiony w głowę lub w brzuch, a niezdolnym do ucieczki staje się tylko ten, któremu kula stawy w nodze nadweręży. Chitralczycy na granicy tybetańskiej mieli broń cal. 0.45 i dlatego strzały ich były śmiertelne lub raniły tak, że żołnierz stawał się niezdolnym do boju”.

Jenerał Lowo przytacza jeszcze następujący drastyczny przykład. „Pewnego razu – pisze on – mieliśmy rozstrzelać szpiega. Oddział żołnierzy stanął od niego na 15 kroków i dał ognia. Sześć kuł trafiło delinkwenta, a trzy przeszyły mu pierś. Padł jak piorunem rażony, lecz gdy mu przecięto wiązy na nogach i rękach, skoczył i uciekał jeszcze ćwierć mili. Dopiero kawalerzysta z szablą w ręce położył koniec tej przykrej scenie”.

Fachowe sprawozdania, zamieszczone w londyńskich Times o walkach na Kube, konstatują między innymi, że o wiele więcej pada Hiszpanów od kul, niż Kubańczyków, a to dlatego, że broń powstańców jest w ogóle większego kalibru, niż karabiny hiszpańskie.

Co zatem pod względem humanitarnym i lekarskim uważać należy za zaletę, to staje się niekorzyścią, gdy przychodzi do walk, gdzie strony walczące nie są uzbrojone bronią jednego kalibru.

„Łowiec” z 20 kwietnia 1896

3 miliony obywateli w zasięgu rozgłośni lwowskiej

6 listopada 2012

3 miljony obywateli w zasięgu rozgłośni lwowskiej.

Lwów „semper fidelis” otrzymał nową 50 kw. stację radjową! Ta wieść radosna obiegła ziemie południowo-wschodnie Rzeczypospolitej. Słowo polskie, muzyka, wieści ze świata będą mogły być odbierane w dalekim promieniu od Lwowa nietylko, jak dotychczas na głośniki, ale także na zwykłe, tanie aparaty kryształkowe. Wobec powiększenia mocy stacji lwowskiej niezawodnie wzrośnie bardziej liczba detektorowiczów, zwłaszcza wśród ludności wiejskiej, która jak wiadomo korzystać może z dużych ulg tak przy opłacie abonamentu, jak przy nabyciu odbiornika na słuchawki.

Dotychczas 16 kw. stacja lwowska słyszana była w skromnym zaledwie promieniu od Lwowa. Sprawa ta ulegnie obecnie całkowitej poprawie.

Cała aparatura nowej stacji wykonana została we własnych warsztatach naszej radjofonji. Jest to już druga stacja Polskiego Radja, zaprojektowana przez polskiego konstruktora, wykonana rękami polskich robotników. Pierwszą stacją w kraju wykonaną, była aparatura Rozgłośni pomorskiej w Toruniu, która służbę swą pełni bez zarzutu.

Wzmocnienie stacji lwowskiej jest pierwszym etapem na drodze do stopniowego, ogólnego powiększenia mocy stacyj regjonalnych w Polsce.

Ponieważ w zasięgu nowej stacji znajdzie się obecnie zgórą 20 gęsto zaludnionych powiatów, można śmiało preliminować cyfrę 3 miljonów obywateli województw lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego, którzy znajdą się w zasięgu radjostacji lwowskiej.

„Gazeta Lwowska” z 26 sierpnia 1936

Niedyskrecje stacji nadawczej

6 listopada 2012

Niedyskrecje stacji nadawczej.

W Stanach Zjednoczonych radjofonja nie jest zmonopolizowana, jak w Europie; ogromna ilość firm przemysłowych, kościołów, dzienników, agencji prasowych, propagandowych i t. p. w rozmaitych stanach, w różnym czasie i na różnych falach, nadaje komunikaty lub koncerty najbardziej odpowiadające celom, stawianym przez nadawców. Ponieważ nikt w Ameryce nie wie, kto, co i o jakiej. porze będzie nadawał przez radjo, ta okoliczność nasunęła żartownisiom w małem mieście stanu Ohio pomysł połączenia domowej instalacji telefonicznej z głośnikiem pewnego wytwornego klubu.

Kiedy rzecz cała była gotowa, w godzinach, gdy w klubie zbierało się najliczniejsze towarzystwo, sprawcy „kawału” radjowego zaczęli nadawać sensacyjne wiadomości, ujawniające pewne, wymyślone lub istotne, wykroczenia, których mieli dopuścić się wybitni członkowie tego klubu. Podano więc sensacyjne wiadomości o uprawianiu przez owych członków klubu, szmuglu napojów alkoholowych, zdrad małżeńskich, zaciąganiu wielkich długów, nie wahając się przed rozgłoszeniem tą drogą wielu innych, intymnych szczegółów z życia prywatnego osób, cieszących się opinią ludzi bardzo zamożnych i solidnych. Zrozumiała była panika, która podawanie codzienne tego rodzaju wiadomości, nie nadających się do rozgłaszania publicznego, musiało wywołać w sferach towarzyskich. Skompromitowani obywatele postanowili wreszcie wnieść skargę do władz policyjnych, które ze swej strony zwróciły się przedewszystkiem do Waszyngtonu z zapytaniem, jak należy postąpić w tej sprawie?

Otrzymano odpowiedź, aby natychmiast zmontować automobil z przyrządami radjogonometrycznemi i wysłać na miasto, celem wykrycia tajnej stacji nadawczej. Jak podają dzienniki amerykańskie, sprawcy tego niesmacznego kawału zameldowali się sami w policji, dzięki czemu afera ich została wykryta i zdemaskowana.

„Gazeta Lwowska” z 23 marca 1929

Radio w lecie

6 listopada 2012

Audycje radjowe w lecie

Uważniejsi radjosłuchacze spostrzegli zapewne, że w lecie bardziej oddalone radjostacje nie są słyszane z taką samą siłą, jak zimą. Na szczęście nowoczesne odbiorniki są często zaopatrzone w urządzenie, które pozwalają na automatyczne wzmocnienie osłabionej siły odbioru, tak, że wielu radjosłuchaczy nie zdaje sobie sprawy z różnicy w natężeniu głosu. Kupno aparatu z automatyczną regulacją siły głosu kalkuluje się właśnie na okres letni.

Przy odbiorze bardzo oddalonych stacyj naogół uwydatnia się, że odbiór uzyskany dzięki wmontowaniu automatycznego regulatora, nie ulega osłabieniu, ale nie jest czysty. Szczególnie przed wieczorem nie zakłócają odbiór audycyj takich stacyj dokuczliwe szmery. Te przeszkody w odbiorze powstają taksamo, jak towarzyszące błyskawicom trzaski, naskutek wyładowań w zjonizowanych warstwach powietrza, są zatem w przeciwstawieniu do przeszkód innego rodzaju, nieusuwalne.

Dzięki wielu silnym stacjom nadawczym, które pokrywają już dziś gęstą siecią całą Europę, wpływ przeszkód atmosferycznych na siłę odbioru w okresie letnim nieco zmalał, szczególnie w ostatnich latach. Obecnie możemy już słuchać swobodnie audycyj radjowych z każdego kraju europejskiego, gdyż każde państwo posiada conajmniej jedną wielką stację nadawczą, o tak wielkiej mocy, że tylko wyjątkowo silne wyładowania elektryczne powodują zniekształcenie odbioru.

Naogół jesteśmy przyzwyczajeni do odbioru stacyj zagranicznych dopiero wieczorem, a w ciągu dnia zadawalamy się odbiorem stacyj bliższych oddalonych conajwyżej o 300 km.

Inaczej się to przedstawia, gdy mamy radjoaparat, przystosowany do odbioru fal krótkich. W takim wypadku, włączywszy aparat na zakres fal krótkich, przy obrocie gałki kondensatora znajdziemy jedynie zrzadka rozsiane stacje radjofoniczne. W większości wypadków będziemy mieli do czynienia ze stacjami radjotelegraficznemi, nadającemi szybciej lub wolniej krótkie i długie sygnały (t. zw. znaki Morse’a).

Stacje radjofoniczne nie są rozmieszczone równomiernie na całej przestrzeni skali tak, jak się to dzieje na innych zakresach, lecz występują grupami w pewnych miejscach, a mianowicie przy 19, 25, 31 i 49 metrach.

Wieczorem po godz. 20-tej można usłyszeć nawet amerykańskie stacje na przestrzeni od 19 do 25 metrów.

„Gazeta Lwowska” z 28 lipca 1936

Skarb zakopany

6 listopada 2012

Z Tarnopolskiego.
Skarb zakopany.

Rozprawiamy dużo i chętnie o dobrobycie czasów ubiegłych, osładzając bodaj wspomnieniem dzisiejszą nędzę, wynik tylu mądrych zabiegów dziewiętnastego wieku. A choć w przekonaniu naszem daleko się wyżej cenimy od naszych dziadów, pradziadów – to mimo woli czujemy się bezsilnymi wobec zabytków ich budowli, fundacyj kościołów i tylu pamiątek świadczących o dawnej zamożności. Słusznie by zauważać można, że zabytki te świadczą li na korzyć uprzywilejowanej klasy, której dobrobyt zasilał się uciskiem ludu, gdyby lud nasz również nie przechowywał między sobą tradycyj dawnej zamożności, lubując się w niej, i uważając ją za miniony, nigdy już nie dający się urzeczywistnić ideał.

Wieśniak nasz jest najwymowniejszym wtedy, kiedy z pierwszym skowronkiem sypie pełną garścią ziarno w ziemię, podnieca go nadzieja obfitego zbioru, uśmiecha się lepsza dola, w ęc też chętnie opowiada o owych zamożnych gospodarzach, u których zboże w brogach z roku na rok stało, którzy dziesięć beczek miodu rocznie dziesięciny dawali, a pieniądze złote i srebrne w słońcu na weretach suszyli, chroniąc je od pleśni.

Przysłuchując się od dawna podobnym pogadankom, powątpiewałem nieco o dosłownej ich prawdzie, gdy roku zeszłego z wiosną rozniosła się wieść w gminie Dobromireckiej, że woda wypłukała z wnętrza ziemi mnóstwo pieniędzy, a chłopi zbierali pełne miski miedzi, srebra, ba nawet złota. Trudno było z razu prawdy dociec, chłopi bowiem sądzili, że pieniądze od nich odbiorą, jednakże po upływie dłuższego czasu, udało mi się kupić kilkadziesiąt sztuk monety srebrnej, pochodzącej przeważnie z siedmnastego wieku. Widocznie jakiś Kresus wiejski za czasów Jana III nie wiedział co z pieniądzmi począć, oraz nie troszczył się zbytecznie o nastąpić mające „Kriegszuschlagi” po wyprawie wiedeńskiej, powierzył je więc ziemi. Monet tych wypłukała woda w roku zeszłym rzeczywiście bardzo dużo, a chłopi zbierali je miskami. Niektóre sztuki srebrne są większe od dawnych tak zwanych cwancygierów, niektóre mniejsze, wyczytać na nich można rok 1664. Są między niemi i takie, które na bardzo stare wyglądają, mają napisy pościerane, lecz wybite na nich figury różnią się stanowczo od figur reszty monet. W tym roku woda znów się ulitowała nędzy ludu naszego i wydarła ziemi część ukrytych w jej łonie skarbów.

Chcąc się przekonać kiedy zacząć będzie można roboty wiosenne w polu, puściłem się konno, przez szumiące potoki, lub brnąc po kolana w błocie, a dojechawszy do osławionego miejsca, spostrzegłem gospodarza stojącego nad rowem, a małego chłopaka w rowie skrzętnie czemś zajętego. Czy może znów wydobywacie pieniądze z wody? zapytałem lakonicznie, a jakże, odpowiada gospodarz z flegmą, a wiele macie? a coś około tysiąca sztuk. Zdziwiony liczbą, prosiłem aby mi połów pokazał, i rzeczywiście było dużo, ale przeważnie miedzi. Zkąd się tam te pieniądze biorą? A juściż, ktoś zakopał. Czemu dziś nikt nie zakopie? A proszę pana, ktoby to dziś był taki głupi – odpowiada chłop nie zważając że uchybia tem niewiadomemu dobroczyńcy, – i zresztą zkąd wziął, dziś nie tylko ludzie, ale nawet psy zwietrzyłyby i odgrzebały – a podatki a długi, – i zaczął narzekać na zwykłą nędzę.

Wybrałem kilkanaście srebrnych monet, płacąc rozmyślnie dość drogo, bo „Geschäftsmanni” okoliczni, chcąc naprawić błąd swych przodków których mają za wielkich fuszerów, skoro dozwolili chłopom zakopywać pieniądze w ziemi – wyłudzają srebro za bezcen.

Lokalną tę wiadomość udzielam szerszej publiczności, w nadziei iż przyczynię się przez to do uratowania od przetopienia niejednej monety mającej dla nauki rzeczywistą wartość.

„Gazeta Narodowa” z 4 kwietnia 1877

Jeńcy polscy w Japonii

6 listopada 2012

Jeńcy i ranni żołnierze rossyjscy i polscy.

Londyński Daily Mail otrzymał od swego sprawozdawcy z Tokio następujący telegram, który podajemy za Gazetą Narodową:

Powróciłem właśnie z Metsujama, gdzie odwiedziłem jeńców i rannych rossyjskich, na co otrzymałem specyalne zezwolenie generalnego sekretarza ministerstwa wojny, gen. Ishimoto. Jeńcy w liczbie przeszło 1.500 są rozmieszczeni w 5 świątyniach buddyjskich, w różnych stronach miasta. Zwiedziłem wszystkie. Jeńcy okazują wielką uległość swym zwycięzcom. Żołnierze rossyjcy są przeważnie słusznego wzrostu, łagodni, milczący. Oficerowie i straż japońska zachowują się wobec jeńców bardzo uprzejmie. Kilku oficerów i kadetów japońskich mówi biegle po rossyjsku. Japończycy dali jeńcom nowe mundury letnie; żywność otrzymują przyrządzoną na sposób rossyjski. Jeńcy dostają porcye trzy razy większe aniżeli żołnierze tutejsi. Rossyanie są bardzo zadowoleni z wiktu i obchodzenia się z nimi.

Ustanowiono osobny urząd, który się zajmuje przesyłaniem za granicę wiadomości o jeńcach i ich listów; pośredniczy w tem legacya francuska z ministrem Harmandem na czele. Jeńcy należą do 7 narodowości i 5 wyznań. Są tu: Rossyanie, Polacy (w wielkiej liczbie), Niemcy, Tatarzy, żydzi, Gregoryanie i Ormianie.

Polakom (nietylko oficerom ale i żołnierzom) okazują Japończycy na każdym kroku wielką sympatyę i uszanowanie. Między jeńcami jest 20 do 30 procent Polaków. Jeńcy polscy są trzymani zdala od Rossyan i zgromadzeni w osobnej świątyni. Polaków poznają Japończycy przedewszystkiem po sposobie żegnania się. Jeńcy polscy są bardzo zadowoleni z „niewoli” japońskiej. Panie przynoszą im codziennie mnóstwo kwiatów. Polacy okazują wielką wdzięczność władzom wojskowym za umieszczenie wszystkich pospołem.

Rozmawiałem z oficerami rossyjskimi. Przyznają oni otwarcie, że Rossyi brak dobrych dowódców; generałowie tracą głowę i popełniają bezustannie wielkie błędy, tem fatalniejsze, o ile nie znają kraju. Wielu jeńców wierzy w zwycięstwo Rossyi; jest jednak sporo i takich, którzy tej wiary nie podzielają.

Zwiedziłem też szpital z rannymi rossyjskimi; jest ich tam 400. Porządek i czystość wzorowa. Polacy mają nad łóżkami katolickie obrazki. Lekarze japońscy udzielali mi z największą uprzejmością wszelkich wyjaśnień. Chorych doglądają należące do arystokracyi damy „Czerwonego Krzyża”.

„Gazeta Lwowska” z 24 lipca 1904

Patriotyczne wybijanie okien

6 listopada 2012

Złoczów, 3. grudnia.

Wczoraj o godzinie 9. wieczór zdarzył się następujący wypadek w Złoczowie. Mieszkając w dość ustronnej uliczce, sama jedna, wdowa (nie po urzędniku) nie uznałam potrzeby oświetlenia moich okien, zwłaszcza, że i sąsiednie okna tejże uliczki nie były oświetlone; jednak jakiś gorliwy patrjota, oburzony tym mojem niepatrjotycznem postąpieniem, ugodził tak potężnym kamieniem w moje okno, po dwakroć, że nietylko wybił dwie szyby, potłukł dość kosztowne rzeczy, będące na stoliku przy temże oknie, ale omal mnie samej nie ukamienował.

Teodozja z Niedźwiedzkich Cholewina.

„Dziennik Polski” z 5 grudnia 1873

Machina gadająca

6 listopada 2012

Machina gadająca, w Wiédniu pokazywana.

(Wiener-Zeitung Nro. 196.)

Na odbytem w Wiédniu zgromadzeniu „Towarzystwa przemysłowości Austryi Dolnéj” dnia 6go lipca r. b. pokazywał pan Faber, machinę gadającą, nad którą przez lat kilka pracował. Machina ta wymówiła z kolei nie tylko wszyskie zgłoski niemieckie, ale nawet niektóre wyrazy i całe okresy. Składa się ona tylko z gumy elastycznéj (kauczuku) i z zwyczajnego miecha do poruszania powietrza. Zważywszy trudności, które trzeba było przebyć, aby tak prosty aparat mechaniczny doprowadzić do wydawania z siebie każdego brzmienia zrozumiale i znamiennie, nie można odmówić wynalazcy należnéj zasługi I w samej rzeczy, każdy z. obecnych wyraził mu swoje zadowolenie.

„Gazeta Lwowska” z 28 lipca 1840

Następna strona »