Archiwum miesięcy: Lipiec 2013

Święty Mikołaj z Kołomyi

17 lipca 2013

(N)

Kołomyja słynie z osobliwszych pomysłów. Do takich należy policzyć między innemi zawieszenie w tutejszej ruskiej cerkwi portretu pana burmistrza tutejszego, umieszczonego na środkowej ścianie. Pan burmistrz przedstawiony na obrazie jako sędziwy starzec, z brodą, przybrany w fraku i siedzący wygodnie w karle, gdy na przeciwnej ścianie umieszczony portret Najjaśn.[iejszego] Pana jest stojąco odmalowany.

Nieprzywykli nasi chłopkowie do podobnego obrazu w cerkwi, przychodząc i patrząc się na portret burmistrza, widzą w nim św. Mikołaja, tylko to sobie nie mogą pomieścić w swych głowach, zkąd się wzięły tak niestósowne szaty na św. Mikołaju.

Zkąd ten portret pana burmistrza przychodzi w cerkwi na głównej środkowej ścianie, trudno sobie wytłumaczyć, bo trudno i przypuścić, by to za wolą pana burmistrza było, zwłaszcza gdy pan burmistrz nie jest kolatorem cerkwi, lecz był tylko przedsiębiorcą przy budowie tejże. Ciekawi bylibyśmy tylko, gdyby nie pan burmistrz, ale żyd jaki był przedsiębiorcą przy budowie cerkwi, czyby go toż samo z wdzięczności dano odportretować, i na ścianie w cerkwi umieścić.

Druga osobliwość wydarzyła się temi dniami. Przy kopaniu około cerkwi znaleziono kości ludzkie, flaszkę z wódką i fajkę. Ks. proboszcz ruski uznawszy, że te kości są polskie a nie ruskie, kazał je odnieść do kościoła łacińskiego, gdzie też pochowane zostały, bo łacińscy księża nie wchodzili w to, jakie te kości były. Zdaje się, że ksiądz proboszcz ruski musi być doskonałym naturalistą, skoro nawet kości polskie od ruskich rozeznać umie.

„Gazeta Narodowa” z 18 sierpnia 1865

Podatek od kotów

17 lipca 2013

Podatek od – kotów zamyśla zaprowadzić rada kantonu zurychskiego. Władza ta wychodzi z tej zasady, że kot, którego cechą jest niewierność, fałsz, złodziejstwo, stoi na niższym szczeblu zwierzęcej hierarchji od psów; jeżeli więc pies, a właściwie jego właściciel, musi płacić podatek, tem bardziej nie powinno się od tego uchylać takie niewierne stworzenie jak kot. Wskutek tego panuje wielki lament między protektorkami kociego rodu, właściciele zaś restauracyj z pewnością nie posiadają się z radości, częściej bowiem teraz może wchodzić w ich menu – „zajęcza” pieczeń.

„Dziennik Polski” z 1 lutego 1898

Cygańska Kassandra

17 lipca 2013

Cygańska Kassandra.

Po przedmieściach lwowskich włóczy się od dni kilku jakaś stara cyganka, zapewne należąca do liczniejszej bandy, która koczuje gdzieś blizko Lwowa. Cyganka ta zwidza chaty przedmiejskie i mimo wzbraniania się ich mieszkańców, wróży im przyszłość. Groźna a odrażająca zarazem postać starej cyganki, jej wróżby, pełne najdziwaczniejszych banialuków, gróźb i przestróg – tak wielki wywierają wpływ na zabobonne umysły niektórych przedmieszczan, że owładnięci grozą, przed niepożądanym gościem nie śmieją w dziwnie zabobonnem przerażeniu stanąć w obronie swej własności, którą wśród wróżb przywłaszcza sobie cyganka, zmiatając śmiało wobec mieszkańców bieliznę, suknie i t. d. do ogromnego kosza. Ofiarą takiej śmiesznej zabobonności padają osobliwie rodziny krupiarskie. Przebiegła cyganka korzysta wybornie z tego i wybrawszy się z próżnym koszem na proroczą wróżkę, wraca z pełnym do bandy. Z niektórych domów wypchnięto wprawdzie oszustkę; dziwimy się wszakże, że nie znalazł się dotąd nikt, coby pomógł tej makbetowskiej megerze do samotnych dumań nad przyszłością pod kluczem.

„Gazeta Narodowa” z 30 października 1864

Coś straszy

17 lipca 2013

Coś straszy!

Londyński Occult Review donosi, że w jednej z izb na poddaszu domu p. Thompsona, w dzielnicy Westend, dzieją się od lat 14 co nocy nadzwyczajne rzeczy. Krzesła, ławki, i t. p. przedmioty tańczą i wirują w powietrzu. Był to pokoik sypialny sług. Jedna z nich opowiada, że o północy zjawiło się w izdebce jakieś nieznane zwierzę, pozdzierało kołdry ze wszystkich śpiących dziewcząt i poszarpało je. Czasem znowu zjawiał się w nocy jakiś stary pan z łokciową brodą, który brał łóżka na plecy i obnosił je. Jedną służącą podniósł wraz z materacem, zniósł o dwa piątra niżej i położył na schodach. Pan Thompson, sądząc, że psikusy owe płatają mu sąsiedzi, wezwał pomocy policyi. Ta przysłała sążnistego policmena, który z nabitym rewolwerem w garści udał się na noc do owego pokoiku, po kwandransie jednak policmen uciekł stamtąd blady, jak kreda. Opowiadał, że kiedy położył się na łóżku, leżące obok na ziemi jego pantofle podniosły się w górę, a następnie poczęły go bić po obu stronach twarzy. Mimoto, pan Thompson w stracha nie uwierzył, ale w pewną księżycową noc poszedł tam wraz z synem, obaj uzbrojeni w myśliwskie dubeltówki. Zanim zdołali w pokoiku się rozgościć, mała, stojąca w kącie wanna uniosła się na dwa metry w powietrzu i poczęła jak szalona tańczyć. Wobec takiej energii i uporu „stracha”, dał p. Thompson za wygrane i pokoik ów pozostawił niezamieszkały.

„Goniec Polski” z 1 października 1907

Kanał źródłem majątku

17 lipca 2013

Kanał źródłem majątku.

Do wiadomości komisarjatu policyjnego w Meidling doszło, że były czyściciel kloak Józef Strohmayer, 38 letni mężczyzna, żonaty i ojciec kilkorga dzieci, jakkolwiek zawodu swego nie wykonywa, doskonale i dostatnio żyje. Dochodzenia wykazały, że Strohmayer nie zarzucił swego zawodu, ale wykonywa go pod ziemią. Od lat wielu wychodził z domu o 6-tej rano z próżnymi workami na plecach, spuszczał się do kanału w dzielnicy Sechshaus i stamtąd dzień cały wędrował pod Wiedniem, szukając rozmaitych do kanału wpadłych przedmiotów. Nad wieczorem wyłaził z kanału w tem samem miejscu, w którem się spuścił, gdzie oczekiwała go żona z wózkiem ręcznym, na który kładziono wory z rozmaitymi odpadkami. Tego mu nikt nie bronił; ale obok odpadków, świadomie rzucanych w kanał, Strohmayer znachodził i rzeczy wartościowe, przypadkiem tam wpadłe, a te w ciągu roku stanowiły prawie majątek i te powinien był znalazca zgłaszać na policji. Ponieważ tego nie czynił, aresztowano go onegdaj w chwili, gdy z kanału wyłaził. Bezpośrednio po tem rewizja w domu Strohmayera zarządzona, wydala niespodziany rezultat. Znaleziono tam trzydzieści złotych pierścieni z drogiemi kamieniami, trzy pary kolczyków brylantowych, zegarek srebrny z łańcuszkiem, zegarki złote, łyżeczki srebrne do kawy, dalej więcej niż 4000 koron w złocie i srebrze, już w woreczkach złożone, tudzież 2400 koron w banknotach.

„Dziennik Polski” z 26 lutego 1902

Zdziczałe kury

17 lipca 2013

Zdziczałe kury.

Jedno z niemieckich pism myśliwskich opowiada, że pewien dzierżawca polowania w Bawaryi, w pobliżu granicy tyrolskiej, zwiększył stan zwierzyny na swojem terytoryum przez sztuczne zdziczenie drobiu domowego. Kury domowe, trzymane i karmione w lesie, zdala od gospodarstwa, po kilku miesiącach dziczeją, a potomstwu ich zastosowuje się do tego stopnia do warunków nowego sposobu życia, że samo umie się obronić: i wyżywićć. Przytem zmienia się jego postać i natura. Kury stają się mniejsze i dostają upierzenia popielatego. Mięso ich ma być nadzwyczaj smaczne, lepsze od mięsa bażantów. Strzelać je nie jest łatwo, gdyż są bardzo płoche i wzlot mają szybki. Chcąc, aby się rozmnożyły, trzeba starannie tępić drapieżnych szkodników. Można w ten sposób tanim stosunkowo kosztem podnieść w okolicy stan zwierzyny.

„Łowiec” z 1 maja 1894

Inwalida oszust 1863

17 lipca 2013

Wyzyskiwanie litosci kosztem zmyślanych nieszczęść, których przyczyną mają być przykre ciężary powstania lub udział w temże, stało się od pewnego czasu rodzajem zyskownego przedsiębiorstwa. Konstatując ten fakt nie myślimy wcale naganiać współczucia ku tym, których wypadki powstania istotnie o nędzę lub kalectwo przyprawiły, lecz chcemy równocześnie, aby i dawanie i odbieranie pomocy było jak najsłuszniejsze, gdyż oszukaństwa mogą się tylko przyczynić do zrażenia dobroczyńców, ze szkodą istotnie potrzebujących.

I tak od niejakiego czasu chodzi po domach niejaki Sylwester Edward Starzyński, z profesji szewc, a obecnie patentowy inwalid z wojska austrjackiego z r. 1848, który fałszywie za kalekę z obecnych szeregów powstańczych się podaje. S. wzrostu miernego, jasnobląd, z rudawemi faworytami, jest wprawdzie godnym litości, gdyż lewą nogę m zupełnie połamaną, tak iż musi na dwóch kulach chodzić – lecz jest on godnym litości jako żołnierz austrjacki, ranny w Węgrzech, nie zaś jako partyzant polski, ranny pod Radziwiłłowem, za jakiego się wszędzie wydaje. S. mógłby więc prosić o wsparcie odzywając się do wrodzonego każdemu uczucia litości, gdy tymczasem wyzyskuje on w sposób kłamliwy uczucia inne, i jak nam wiadomo, niezłe już na tem zrobił interesa. Kaleka taki niezasługuje już na żadną litośó, temci bardziej Starzyński, który zdolny jest do roboty, gdyż pracował do niedawna u szewca, pana J. Jankowskiego.

„Gazeta Narodowa” z 19 grudnia 1863

Czemu Francuzi noszą zarost

17 lipca 2013

Także statystyka.

Między 1000 mężczyznami, którzy noszą brody, znajduje się 6 takich, którzy ją jedynie dla zakrycia zębów noszą; 32 nosi brodę dla ochronienia się przed zimnem; 7 dla zmniejszenia zbyt długich nosów; 7 ażeby uchodzić za Anglików; 6 dla tego, bo należą do armji; 221 z przyczyny, że należą do gwardji narodowej (autor tej statystyki jest Francuzem); 102 nosi brodę dla tego, bo cesarz ją nosi; 29 dla tego zapuszcza brodę, bo to cechuje artystę; 3 z przyczyny, że wydalono ich ze sceny; 17 dla tego, że są w podróży; 8 dla tego, ponieważ ich żony lubią brodę; 10, bo wyglądają elegancko; 69 z tej przyczyny, że nie potrzebują się golić; l dla tego, że jego rywal nie nosi brody, a reszta nosi dla tego, bo im się tak podoba.

„Dziennik Polski” z 10 listopada 1869

Walka kobiet

17 lipca 2013

Walka kobiet.

Stójkowy z ulicy Batorego sprowadził wczoraj około 9 godziny wieczorem do biura inspekcyjnego panią A. S. prywatną nauczycielkę pod l. 23 przy ulicy Skarbkowskiej zamieszkałą, jej siostrę pannę S. K. uczennicę i panią, E. L. kupcowę przy ulicy Batorego za bójki i wzajemne drapanie się po twarzy na ulicy. Sprowadzona R. L. zeznała, że p. A. S. podejrzywając ją o to, że się kocha w jej mężu i wyłudza od niego pieniądze, wpadła do jej sklepu w towarzystwie swej siostry S. K., znieważyła ją czynnie, przyczem obie szarpiąc się z nią, porozrzucały jej towary na ziemię i podeptały, wyrządzając jej szkodę na 50 zł. Pani A. S. zaś tłómaczyła się, że weszła w towarzystwie siostry do sklepu E. L. w celu zrobienia jej przedstawienia, aby jej męża nie uwodziła, a E. L. rzuciła się na nie, podrapała je po twarzy i podarła na nich suknie wartości 20 zł., w skutek czego walka ta przeniosła się ze sklepu na ulicę, gdzie je stójkowy rozbroił. Ponieważ nie zachodziła potrzeba wzywania pogotowia stacyi ratunkowej, polecono walecznym niewiastom, które odniosły podrapania od paznokci na twarzy poddać się oględzinom lekarza sądowego i uwolniono zapaśnice, gdy już ze zapału wojennego ochłonęły, a sprawę oddano sądowi karnemu.

„Gazeta Lwowska” z 7 maja 1898

Polacy w Legii Cudzoziemskiej

17 lipca 2013

Polacy w legii zagranicznej.

Kuryer Warszawski ogłasza następujący list. otrzymany z Afryki :

„Niżej podpisani ośmielamy się prosić o łaskawe umieszczenie na łamach Kuryera odezwy Polaków-legionistów, w Afryce przebywających. Prosimy bardzo, aby czytelnicy raczyli i o nas pamiętać i gazety, oraz książki przeczytane, miast je palić lub niszczyć, pod niżej podanymi adresami co pewien czas odsyłać. Nie posiadając żadnych funduszów, nie możemy sami pism prenumerować, ani nawet ich przesyłki tutaj opłacić. Jest nas, Polaków, w legii zagranicznej około 43 w pierwszym pułku, a około 40 w drugim. Jesteśmy rozrzuceni między 14.000 żołnierzy po rozmaitych posterunkach. Miesiącami całymi nie mamy sposobności z nikim po polsku się rozmówić, chyba, gdy idziemy i władze gromadzą nas w kompanie w jednym punkcie, z rozmaitych zwołując posterunków; wtedy dopiero my, Polacy, widzieć się z sobą, podać sobie ręce i słyszeć język polski możemy.

Zmuszeni z konieczności do używania obcej mowy, przeważnie francuskiej lub niemieckiej, jakże łatwo swoją własną utracić możemy! Ktoś, kto na obczyźnie przebywał daleko od ukochanych, mowy ojczystej i wiadomości z kraju pozbawiony, ten pojmie naszą tęsknotę, zrozumie, czem jest dla nas książka lub gazeta polska i ten prośby naszej wysłucha. W celu ułatwienia komunikacyi między nami tu, w legionie, postanowiliśmy założyć Towarzystwo, którego celem będzie niesienie bratniej pomocy rozproszonym rodakom, a szczególnie ułatwienie poznania służby do legionu przybywającym i utrzymania ich w duchu narodowym. Pragniemy też zająć się dostarczaniem pracy tym Polakom, którzy legię opuszczają. Ponieważ już kilka zaszło takich faktów, że Polacy, uległszy jakiemuś nieszczęśliwemu wypadkowi, ze służby, jako niezdolni, bez żadnego wynagrodzenia byli uwolnieni, musimy na przyszłość i o tem pamiętać.   Czytaj dalej…

Następna strona »