Archiwum miesięcy: Lipiec 2012

Posucha vel „globalne ocieplenie” sprzed wieków

5 lipca 2012

Posucha.

Wobec panującej posuchy, przypominają dzienniki posuchy z dawnych lat i wieków. Kroniki przypominają trzy lata podobne do obecnego, mianowicie; rok 1000, 1473 i 1540. W r. 1473 na Węgrzech można było Dunaj przejść w bród. W r. 1540 rozpoczęto na Zachodzie żniwa już 10. czerwca. W r. 1232 miało być tak gorąco, że jaja gotowano w piasku. W wieku 19. zapisał się pod tym względem rok 1811, już wkońcu czerwca jedzono chleb ze świeżej mąki.

„Przyjaciel Ludu” z 4 września 1904

Uwięziony w szafie pancernej

5 lipca 2012

W szafie.

Hrabia A., mieszkaniec jednego z miast północnej Europy, sprowadził sobie z Londynu wielką kasę ogniotrwałą. Zamek kasy był tak skomplikowany, iż oprócz właściciela nikt nie byłby w stanie jej otworzyć. Po przywiezieniu sprzętu hrabia zamknął się w swym gabinecie, otworzył zamek tajemniczy, włożył klucz do kieszeni i wszedł do szafy, aby tam starannie ułożyć listy i papiery wartościowe. Nagle drzwi szafy zatrzaskują się i hrabia zostaje w pułapce. Można sobie wyobrazić przerażenie bogacza, gdy pozostał sam na sam ze swemi skarbami! Napróżno więzień starał się otworzyć zamek z wewnątrz. Tak upłynęło kilka godzin. Wreszcie służba zaczęła szukać pana, a po słabych dźwiękach dochodzących z szafy doszła, iż hrabia stał się ofiarą, niezwykłego wypadku. Posłano natychmiast po ślusarza, który oświadczył, iż nigdy w życiu tak skomplikowanego zamku nie widział, i że nie jest w stanie otworzyć go żadną miarą. Udano się do miejscowego fabrykanta kas ogniotrwałych, ten jednakże powtórzył to samo, co ślusarz. Wysłano tedy depeszę do Londynu. Odpowiedź była niepocieszajacą: „Tajemnicy wydawać nie możemy. Wolno nam tylko wysłać nowy klucz”. Wówczas udano się do środka ostatecznego. Wezwano ponownie ślusarzy, którzy po długotrwałej pracy wypiłowali wreszcie dno szafy i uwolnili niefortunnego hrabiego, który przez półtory doby miał wszelkie widoki umrzeć z głodu na swoich milionach.

„Gazeta Lwowska” z 9 stycznia 1892

Reklamy 1932

5 lipca 2012

Każdy sposób dobry!

Plotki o artystach. – Sałatka a długowieczność. – Tea-room w kościele. – „Co może miłość!”. – Od pięści do befsztyka. – Przekupki w modnych kapeluszach. – Król reklamy a kokardki.

Znane są dobrze sposoby zwracania uwagi w prasie na artystów, o których chwilowo jakoś mniej się mówi. Reporterzy lansują wówczas pogłoskę o wypadku samochodowym, ciężkiej chorobie, a nawet… śmierci. Tak było z plotką o śmierci Betty Amman. Są to tricki nie nowe, ale niezawodne. Oczywiście bardziej poszukiwane są pikantne historje z życia intymnego, historje o zaręczynach ze znanemi osobistościami i t. p. Plotki te kursują z ust do ust i osiągają doskonale cel: zwracają uwagę ogółu na osobę artysty czy artystki. Reklama gotowa.

Rzecz prosta, że prym dzierży w tych sprawach Ameryka. Reklama tam stoi na najwyższym poziomie, jeśli chodzi o pomysłowość, ale… nie zawsze, jeśli chodzi o dobry smak. Tak np. na jednej z uczęszczanych alei cmentarza na Long Island, przechodnie mogą odczytać następujący napis na nagrobku:

Tu spoczywa ANNA HAYKINS. Mogłaby zachować swą urodę znacznie dłużej, gdyby używała za życia kremu i mydła firmy CARTON i SYN.

Na tym samym cmentarzu spotykamy jeszcze reklamy następujące:

Jeśli chcecie jeszcze długo przebywać poza murami tego cmentarza, przyprawiajcie spożywane przez was sałatki przyprawą RED PILL!

Czytaj dalej…

Jak odkręcić zardzewiałą śrubę

5 lipca 2012

Odkręcić zardzewiała śrubę.

Nieraz się zdarzy, że śruba zardzewieje, lub będzie tak mocno przykręcona, że niepodobna dać jej rady. Wtedy trzeba do niej przyłożyć haczyk żelazny rozgrzany w ogniu do czerwoności i potrzymać go przez kilka minut. Wiadomo, że wskutek ciepła kruszce się rozszerzają, rozgrzana śruba rozszerzając się, wywiera ciśnienie na otaczające ja drzewo, które ustępuje pod tym naciskiem. Po ostygnięciu zostaje wiec niejaka próżnia, śruba jest lżej osadzona i wtedy łatwo ją odkręcić.

„Przewodnik kółek rolniczych” z 1 kwietnia 1906

Próba wina

5 lipca 2012

Próba wina.

Bardzo łatwo można rozpoznać, czy wino jest fałszowane lub nie. W szklanną flaszeczkę bierze się, wina i dolewa jedną piątą część gliceryny, która natychmiast opada na dno i jeżeli wino jest czyste, pozostaje bezbarwną; przeciwnie jeżeli jest sztucznie zabarwione, gliceryna przybiera kolor czerwony, fioletowy albo żółty, stosownie do tego, jaki barwnik został użyty.

„Przyjaciel Ludu” z 1 marca 1902

Reguła szybkiego liczenia nową monetą

5 lipca 2012

Reguła szybkiego liczenia nową monetą.

Ile marek kosztuje sto sztuk, tyle fenygów jedna sztuka,
ile marek kosztuje metr, tyle fenygów centymetr,
ile marek kosztuje centnar, tyle fenygów funt,
ile marek kosztuje hektoliter, tyle fenygów liter,
ile marek kosztuje kilo, tyle fenygów 10 gramów.
ile marek kosztuje balot papieru, tyle 10 fenygówek ryza,
i odwrotnio
ile fenygów sztuka, tyle marek sto sztuk itd.

„Nowy kalendarz poznański polski katolicki na rok 1879″

Geoplan – maszyna podziemna

5 lipca 2012

Maszyna podziemna.

Umysł ludzki nie próżnuje. Pisma francuskie przynoszą opis maszyny, umożliwiającej podróż w głębi ziemi. Maszynę taką wkopującą się jak okręt w głąb ziemi, wynaleźli Francuzi i nazwali ją geoplanem. Przyrząd składa się z zamkniętej komory, urządzonej na dwie osoby, z silnego 80-konnego motoru „Gnom”, oraz rodzaju pługa, który rozrywa ziemie przed sobą i skrzydłami zagarnia ją, wyrzucając mechanicznie poza maszynę. Wynalazcą geoplanu jest inż. Lawak. Próby były już czynione na polach w okolicach Szambery w Sabaudji. Aeroplan wymaga do rozpędu dużej płaszczyzny, geoplan zaś może działać wtedy, gdy aparat umieści się w dole, tak urządzonym, aby poza maszyną był otwór długości 3-4 metrów, a o średnicy takiej, aby aparat swobodnie mógł się poruszać. Motor puszcza w ruch pług i ten rozrywa ziemię z wielkim hałasem. O ile niema twardych skał, co zresztą znając teren, z góry można przewidzieć, aparat może się posuwać z szybkością pługa motorowego, czyli może przebyć 4-6 kilometrów na godzinę. Powietrza w zamkniętej komorze jest dosyć, gdyż aparat zawsze jest jakby w tunelu, na przypadek zaś obsunięcia się ziemi, w komorze są cylindry ze zgeszczonem powietrzem na 120 godzin. Zapas żywności, tak jak na okrętach, zabiera się w zależności od czasu, jak „kret mechaniczny” zamierza być pod ziemią. Pierwszą swą podróż inż. Lawak rozpoczął od Szambery, „wylądował” zaś w 12 godzin później w pobliża Grenobli. Rychło może nastąpi czas, że będzie można geoplanem przejechać pod ziemia z jednego państwa do drugiego, nie zwracając wcale uwagi. Wynalazek ten zainteresuje przedewszystkiem zapewne przemytników.

„Przyjaciel Ludu” z 1 stycznia 1914

film „Quo Vadis”

5 lipca 2012

„Quo Vadis” w Kino Urania.

Sławną powieść Sienkiewicza na filmie, uznano jako największą zdobycz na polu techniki kinematograficznej. Najśmielsze oczekiwania zwolenników kinoteatrów przewyższyło „Quo vadis”. Sceny jak walka z dzikiemi zwierzętami, palący się Rzym, powalenie byka przez Ursusa, uczta Nerona, są wprost niezrównane, a widzowie przyglądają się im z zapartym oddechem. Wspaniałe widoki starego Rzymu przykuwają również uwagę widza. Całość jest prawdziwym cudem. Pomimo znacznych kosztów za wypożyczenie filmu, postanowił właściciel Uranii wystawić u siebie „Quo Vadis” i nikt nie powinien tej sposobności zaniedbać, aby dzieła Sienkiewicza na filmie oglądać. Koszta sporządzenia tego filmu kosztowały przeszło 700.000 lirów.

„Głos Rzeszowski” z 4 maja 1913

Polskie zbroje w amerykańskim muzeum

5 lipca 2012

Renesansowe zbroje polskie z Nieświeża ozdobą amerykańskiego muzeum

Jeszcze przed kilku laty, zbrojownia zamku Radziwiłłów w Nieświeżu reprezentowała się znakomicie, gdyż miała wśród swych zbiorów – kilka wczesnorenesansowych kompletów ludzkich i 2 komplety końskie.

Komplety owe – jak pisze „Goniec Warszawski” – wśród dziwnych okoliczności wywędrowały z Polski i dzisiaj stanowi chlubę i ozdobę – Metropolitan Museum w Nowym Jorku.

Mianowicie w Warszawie bawił kustosz nowojorskiego muzeum p. Grancsaing. Za pośrednictwem jednego ze znanych na gruncie warszawskim spekulantów i handlarzy z działu antykwaryjnego otrzymał on zaproszenie do Nieświeża. Jako gość śp. księcia Albrechta Radziwiła – Grancsaing okazał żywe zainteresowanie dla świetnej zbrojowni nieświeskoej i wyraził gotowość zajęcia się uporządkowaniem i konserwacją militariów radziwiłłowskich. Tytułem honorarium za swą pracę zażądał ośmiu kompletów zbroi dla muzeum nowojorskiego.

Ks. Albrecht Radziwiłł zgodził się ofiarować pięć kompletów. Grancsaing przyjął ten warunek i przystąpił do pracy. Kupił więc beczkę nafty dla przeprowadzenia koniecznej kąpieli zbroi, umożliwiającej następnie należyte oczyszczenie żelaza.

Wysiłek amerykańskiego kustosza ograniczył się do dość powierzchownego uporządkowania zbrojowni i oczyszczenia jej eksponatów, głównie zaś zakrzątał się on około przygotowania dla siebie ofiarowanych mu kompletów i wybrał pięć wczesnorenesansowych, z tych dwa końskie.

Owe komplety końskie były to nie tylko jedyne komplety, jakimi dysponowała zbrojownią nieświeska, ale zarazem jedyne jakie zachowały się w zbiorach polskich.

O ile wyłudzenie cennych zbroi przez Amerykanina było sprawą czysto prywatno-prawną, to jednak rzecz komplikuje się w punkcie – jak mianowicie p. Grancsaing zdołał, wbrew ustawie, zabytkowe zbroje wywieźć zagranicę. Amerykanin otrzymał bowiem legalne pozwolenie na wywóz historycznych pamiątek wbrew przepisom o ich ochronie.

Rzeczą władz naszych zwłaszcza wojskowych które sprawa ogołocenia zbrojowni nieświeskiej z pewnością zainteresuje, – jest zbadać kto ów fatalny dokument wystawił i jak umotywowal pozwolenie na wywiezienie z Polski jedynych okazów kompletów wczesnorenesansowych zbroi

„Dziennik Ostrowski” z 15 czerwca 1938

Wóz triumfalny Sobieskiego

5 lipca 2012

Wóz tryumfalny Sobieskiego.

Mało komu znane jest, że złocony wóz tryumfalny, jaki otrzymał Sobieski w darze od m. Wiednia za oswobodzenie go od Turków, znajduje się obecnie w małej wiosce na Pomorzu pruskim, nazw. Raddatz (pewnie Radacz) pod Szczecinkiem (Kleinstettin). Wóz ten, pozbawiony kół, służy już od przeszło 170 lat – jako kazalnica w kościele miejscowym. Baldachim wozu przytwierdzony jest do sklepienia kościoła i nosi napis: Currus triumphalis Joannis Sobieski, regis Polonorum. Na baldachimie znajduje się orzeł polski i napis: J. S. R. P. Nic nie zmieniono u historycznej pamiątki, jedynie z przodu umieszczono datę 1742 r. i herb pomorskiego jenerała Henniga v. Kleist, ongiś właściciela wioski Raddatz, którego grenadjerzy zdobyli ów wóz w wiosce śląskiej, należącej swego czasu do spadkobierców Sobieskiego. Na jego prośbę ofiarował Fryderyk W. zdobyty łup jenerałowi, który przeznaczył go na kazalnicę. Grubo złocone koła zabrać mieli Francuzi w r. 1807.

„Dziennik Białostocki” z 28 sierpnia 1919

Następna strona »