Wpisy otagowane jako 1877

Czworonożny złodziej

23 grudnia 2016

Czworonożny złodziej.

Dzienniki wiedeńskie opowiadają:

Zamieszkały w dzielnicy Leopoldstadt handlarz J. Fiszer otrzymał był w tych dniach z poczty przekaz na 31 złr. Ponieważ właśnie służący wyszedł był na ulicę, Fiszer otworzył okno w mieszkaniu swojem na drugiem piętrze i zawołał na niego, ażeby po drodze wstąpił także na pocztę po owe pieniądze. Przekaz zawinął w chustkę, obciążył kamykiem i rzucił służącemu przez okno. W tejże samej chwili biegł przez ulicę pies z rasy, którą nazywają rattler. Ujrzawszy spadające z góry zawiniątko lotem błyskawicy rzucił się pies na nie, porwał je w zęby i pomknął ze zdobyczą na miasto. Dotychczas jeszcze nic zdołano wyśledzić czworonożnego tego złodzieja.

„Gazeta Lwowska” z 17 października 1877

Żelazny koń

23 grudnia 2016

Żelazny koń.

Niedawno, w Berlinie pan Nitsch produkował wobec licznie zgromadzonych techników, mechaników i dziennikarzy, żelaznego konia, własnego pomysłu. Koń ten mieści się pomiędzy dwoma kołami wysokiemi 1 metr wprawianemi w ruch poruszeniami nóg jeźdźca. Szybkość jazdy wyrównywa szybkości zwykłego kłusa. Żelazny koń może zarówno odbywać ruch po drodze szosowej, jak i po bruku ulicznym i dokonywać zwroty z największą łatwością na miejscu.

„Gazeta Narodowa” z 20 grudnia 1877

Statua Wolności

23 grudnia 2016

Statua „Wolności świat opromieniającej”, jaką Francja postanowiła ofiarować Ameryce na pamiątkę stuletniej rocznicy niepodległości, obchodzonej jak wiadomo w r. z. jest już na ukończeniu. Wykonywaną jest ona z kutej miedzi przez rzeźbiarza Augusta Bartholdi, w zakładach Monduit, przy ulicy Chazel w Paryżu. Górne części tej kolosalnej figury, rozmiarami swemi przypominającej kolos rodyjski, mianowicie głowa, ramiona i kadłub, są już gotowe. Długość każdej ręki wynosi 4 metry 20 centym.; palec średni ma długości około 2 metrów i waży 45 kilogramów; dłoń większą jest od kotła lokomotywy. Cała statua wraz z wyciągniętą ręką, trzymającą pochodnię, mieć będzie 42 metry wysokości, a z piedestałem dosięgnie 67 metrów, to jest wysokości wieży kościoła Notre-Dame w Paryżu (68 metr).

Kolos ten umieszczony być ma w środku zatoki Nowojorskiej, na wysepce Bedloe. Podczas nocy, statua zamieni się w latarnię morską a z wysokiego czoła Wolności rozlewać się będą jasne promienie światła na rozległe morskie przestrzenie.

„Gazeta Narodowa” z 17 listopada 1877

Czujnik przeciwpożarowy 1877

26 lipca 2016

Bardzo ciekawe próby odbywały się temi dniami w pracowni chemicznej dra Radziszewskiego wobec znawców z nowym aparatem pomysłu i wykonania p. Stanisława Ziembińskiego, dyrektora instytutu przemysłowo-technicznego w Krakowie. Przyrząd składa się z małego naczynia, połączonego drutem z dzwonkiem elektrycznym, jakiego zwykle używa się do ułatwienia komunikacyi po hotelach. Aparat ten nazwany przez wynalazcę „Strażnikiem” umieszcza się gdziebądź w pokoju czy magazynie, i skoro tylko temperatura tego miejsca podniesie się po za pewien stopień, na który go ustawiono – dzwonek zaczyna dzwonić i alarmuje dopóty, dopóki się temperatura nie zniży. Ten stopień temperatury może tu być dowolnie przyjęty. „Strażnik” taki wymaga tylko słabej bateryi elektrycznej, a dzwonek może być umieszczony w znacznej od niego odległości, naprzykład w zabudowaniu straży ogniowej. Jednocześnie też same połączenia drutowe mogą służyć do wszelkiego rodzaju sygnalizacyi, do jakich są obecnie w zakładach biurowych i hotelowych używane. Próby udały się zupełnie i aparat ten przyniesie wielkie usługi we wszystkich muzeach, bibliotekach, archiwach, kasach, a nawet magazynach mieszczących rzeczy kosztowniejsze, albowiem wszelkie niebezpieczeństwo grożące wewnętrznym pożarem, stanowczo da się usunąć. Na zaletę jego trzeba przyznać, że jest nadzwyczaj prosty i tani – działa z niezawodna pewnością, bo nawet w razie zepsucia się któregobądź drutu dzwonek sam daje znać o tem.

„Gazeta Lwowska” z 28 grudnia 1877

Telefon

5 lipca 2015

Telefon.

W zeszłym tygodniu robiono w Berlinie próby z telefonem wynalezionym przez prof. A. Graham-Bell w Bostonie i przekonano się, że z pomocą tego narządu można przesyłać tony po drucie telegraficznym na odległość kilkumilową. Próby robiono między Berlinem a Poczdamem i między Berlinem a Brandenburgiem. Głos nietylko do chodził w całej doniosłości, lecz nawet zachowywał swój charakter, tak, że w tej odległości rozpoznawano po głosie osoby. Również cichy szept był słyszany, a wreszcie akorda fortepianu. Stwierdziła się też i powiodła taka próba na telegrafie podziemnym. Dalsze próby z silniejszym narządem zapowiedziane, aby się przekonać, czy telefon da się użyć do celów praktycznych. Mogłoby więc przyjść z czasem do tego, że przesyłanoby sobie ustne depesze zamiast pisanych. Narząd ten jest bardzo prosty, składa się on z cienkich kleszczy drewnianych i trąbki drewnianej, w którą głos się wpuszcza.

„Gazeta Narodowa” z 17 listopada 1877

Komfort na kolejach amerykańskich

5 lipca 2015

Komfort na kolejach amerykańskich.

Za Oceanem dyrekcje kolei żelaznych cokolwiek więcej dbają o wygody swoich podróżnych, aniżeli u nas, w starym świecie. W Deutsche Verkehrs-Ztg. czytamy właśnie, że przy pociągach pospiesznych kursujących pomiędzy Nowym Jorkiem a San Francisco, urządzone zostały obecnie łaźnie tureckie. Wagon kąpielowy składa się z salonu, jednej łaźni parowej, pokoju z wanną i gabinetu z sofami dla odpoczynku po kąpieli. Odtąd więc podróżni na tej olbrzymiej linii, nietylko jeść, pić i spać, ale i kąpać się mogą, nie wydalając się ani na chwilę z pociągu.

„Gazeta Narodowa” z 17 listopada 1877

Torpedy na raty

26 marca 2015

Torpedy na raty.

Uchwała parlamentu greckiego, aby rząd zakupił torpedy na raty, wywołała homeryczny śmiech w całej Europie. Jeden z dzienników niemieckich żartując sobie z tej uchwały, zamieszcza następujący inserat: „Torpedy na raty! Za złożeniem 1 zł. jako pierwszej raty otrzyma każde porządne państwo jeden torped najnowszej konstrukcyi. Spłata dalszych rat zależy od umowy. Torpedy nieeksplodujące przyjmują się napowrót.”

„Gazeta Lwowska” z 20 sierpnia 1877

Kawa jako środek dezynfekcyjny

19 listopada 2014

Kawa palona stanowi dzielny dezinfekcyjny środek, szybko niszczący szkodliwe wyziewy zwierzęce i roślinne. Zwierzyna przesypana proszkiem zmielonej kawy, długo zachowuje się w świeżym stanie. Przykry zapach towarzyszący uprzątaniu nieczystości w domach mieszkalnych, usuwa się prędko przez wykadzenie mieszkań paloną kawą. W czasie epidemii, użycie palonej kawy jako środka dezinfekcyjnego, zasługuje na pierwszeństwo przed chlorem lub kwasem karbolowym, gdyż działa prędzej i skuteczniej.

„Gazeta Narodowa” z 20 grudnia 1877

Zakład

22 lutego 2014

Tarnopol. Sześć kieliszków wódki jeden po drugim ofiarował się wypić o zakład włościanin Semko Szkilny z Kupczyniec, i wygrał istotnie, ale w dwa dni umarł.

„Gazeta Narodowa” z 6 kwietnia 1877

Skarb zakopany

6 listopada 2012

Z Tarnopolskiego.
Skarb zakopany.

Rozprawiamy dużo i chętnie o dobrobycie czasów ubiegłych, osładzając bodaj wspomnieniem dzisiejszą nędzę, wynik tylu mądrych zabiegów dziewiętnastego wieku. A choć w przekonaniu naszem daleko się wyżej cenimy od naszych dziadów, pradziadów – to mimo woli czujemy się bezsilnymi wobec zabytków ich budowli, fundacyj kościołów i tylu pamiątek świadczących o dawnej zamożności. Słusznie by zauważać można, że zabytki te świadczą li na korzyć uprzywilejowanej klasy, której dobrobyt zasilał się uciskiem ludu, gdyby lud nasz również nie przechowywał między sobą tradycyj dawnej zamożności, lubując się w niej, i uważając ją za miniony, nigdy już nie dający się urzeczywistnić ideał.

Wieśniak nasz jest najwymowniejszym wtedy, kiedy z pierwszym skowronkiem sypie pełną garścią ziarno w ziemię, podnieca go nadzieja obfitego zbioru, uśmiecha się lepsza dola, w ęc też chętnie opowiada o owych zamożnych gospodarzach, u których zboże w brogach z roku na rok stało, którzy dziesięć beczek miodu rocznie dziesięciny dawali, a pieniądze złote i srebrne w słońcu na weretach suszyli, chroniąc je od pleśni.

Przysłuchując się od dawna podobnym pogadankom, powątpiewałem nieco o dosłownej ich prawdzie, gdy roku zeszłego z wiosną rozniosła się wieść w gminie Dobromireckiej, że woda wypłukała z wnętrza ziemi mnóstwo pieniędzy, a chłopi zbierali pełne miski miedzi, srebra, ba nawet złota. Trudno było z razu prawdy dociec, chłopi bowiem sądzili, że pieniądze od nich odbiorą, jednakże po upływie dłuższego czasu, udało mi się kupić kilkadziesiąt sztuk monety srebrnej, pochodzącej przeważnie z siedmnastego wieku. Widocznie jakiś Kresus wiejski za czasów Jana III nie wiedział co z pieniądzmi począć, oraz nie troszczył się zbytecznie o nastąpić mające „Kriegszuschlagi” po wyprawie wiedeńskiej, powierzył je więc ziemi. Monet tych wypłukała woda w roku zeszłym rzeczywiście bardzo dużo, a chłopi zbierali je miskami. Niektóre sztuki srebrne są większe od dawnych tak zwanych cwancygierów, niektóre mniejsze, wyczytać na nich można rok 1664. Są między niemi i takie, które na bardzo stare wyglądają, mają napisy pościerane, lecz wybite na nich figury różnią się stanowczo od figur reszty monet. W tym roku woda znów się ulitowała nędzy ludu naszego i wydarła ziemi część ukrytych w jej łonie skarbów.

Chcąc się przekonać kiedy zacząć będzie można roboty wiosenne w polu, puściłem się konno, przez szumiące potoki, lub brnąc po kolana w błocie, a dojechawszy do osławionego miejsca, spostrzegłem gospodarza stojącego nad rowem, a małego chłopaka w rowie skrzętnie czemś zajętego. Czy może znów wydobywacie pieniądze z wody? zapytałem lakonicznie, a jakże, odpowiada gospodarz z flegmą, a wiele macie? a coś około tysiąca sztuk. Zdziwiony liczbą, prosiłem aby mi połów pokazał, i rzeczywiście było dużo, ale przeważnie miedzi. Zkąd się tam te pieniądze biorą? A juściż, ktoś zakopał. Czemu dziś nikt nie zakopie? A proszę pana, ktoby to dziś był taki głupi – odpowiada chłop nie zważając że uchybia tem niewiadomemu dobroczyńcy, – i zresztą zkąd wziął, dziś nie tylko ludzie, ale nawet psy zwietrzyłyby i odgrzebały – a podatki a długi, – i zaczął narzekać na zwykłą nędzę.

Wybrałem kilkanaście srebrnych monet, płacąc rozmyślnie dość drogo, bo „Geschäftsmanni” okoliczni, chcąc naprawić błąd swych przodków których mają za wielkich fuszerów, skoro dozwolili chłopom zakopywać pieniądze w ziemi – wyłudzają srebro za bezcen.

Lokalną tę wiadomość udzielam szerszej publiczności, w nadziei iż przyczynię się przez to do uratowania od przetopienia niejednej monety mającej dla nauki rzeczywistą wartość.

„Gazeta Narodowa” z 4 kwietnia 1877

Następna strona »