Archiwum miesięcy: Listopad 2009

Przeciw białym sukniom

14 listopada 2009

Przeciw białym sukniom.

Dotychczas wierzono powszechnie, że najlepszym środkiem ochronnym przeciw działaniu gorąca letniego jest białe ubranie. Przekonanie to zostało obecnie zachwiane przez badania angielskich lekarzy. Dokonano doświadczeń w rozmaitych okolicach podzwrotnikowych, które wykazały, że najlepszą zasłoną przeciw żarowi słonecznemu jest nie kolor biały ale czerwony, aby się zasłonić przed chemicznem działaniem promieni słonecznych, które często wywołują, nerwowe cierpienia i niedomagania, należy używać materyi farbowanych w taki sposób, że nie przypuszczają promieni światła.

„Głos Rzeszowski” z 2 sierpnia 1908

Rozporządzenie o wąsach

14 listopada 2009

Rozporządzenie o wąsach.

Ministerstwo wojny wydało rozporządzenie, w którym podnosi, że oficerowie wbrew istniejącemu od dawna przepisowi, golą często wąsy, a następnie poleca surowo, ażeby przepis ten był przestrzegany, to znaczy, oficerowie nie golili wąsów. Przywilej golenia – jak stwierdza ministerstwo wojny – przysługuje tylko pułkowi dragonów Nr. 14 imienia Windischgraetza. Pułk ten goli wąsy na pamiątkę bitwy pod Kolinem (r. 1757), w której pułk ów, utworzony z gołowąsych młodzieniaszków, odznaczył się nadzwyczajnem męstwem.

„Głos Rzeszowski” z 19 października 1913

Z psychologii telefonistek

14 listopada 2009

Z psychologii telefonistek.

Pisze się o tem prawie tyle razy, ile razy żąda się połączeń i ile razy ich się nie otrzymuje Pisze się nieustannie. Jest to osobna gałąź scyencyi dziennikarskiej, mająca swój system i metodę. Przez pół należy do mineralogii, z tej racyi, że telefoniczne panienki twarde są jak kamień i na prośby nieczułe, przez pół zaś do ornitologii, a to dlatego, że czasami figlarne są jako ptaszki…

Naukowem zbadaniem istoty zwanej telefonistką, zajął się niedawno pewien psycholog, amerykański naturalnie. Udowodnił on, że na funkcyonowanie telefonistek przy aparatach oddziaływa cały szereg przyczyn, z pomiędzy których najważniejszą jest głos mówiącego.

Ów profesor poczynił w tym celu szereg praktycznych eksperymentów. Zasadził mianowicie do telefonu dwóch jegomościów: starego o gderliwym, rozkazującym głosie i młodzieńca, obdarzonego organem miękkim i flirtownym. Obaj kolejno żądali połączeń, a profesor obserwował. I cóż się pokazało? Młodzieniec uzyskiwał stale i natychmiast właściwe połączenie, gderliwy pan zaś czekał z zasady długo i najczęściej łączono go fałszywie. Eksperyment ten powtórzył ów profesor 400 razy i zawsze z tym samym skutkiem! Jeszcze ciekawsze są rezultaty obserwacyi tych połączeń, które dokonywano po rozmowie obu jegomościów. Oto 70 prc. połączeń żądanych przez innych abonentów, bezpośrednio po rozmowie sympatycznego młodzieńca, panienki dokonały fałszywie, ciągłe jeszcze bowiem brzmiał im w uszach pociągający głosik Adonisa. Gdy zaś gderliwy pan skończył mówić, to mówiący po nim otrzymali tylko 35 prc. fałszywych połączeń. Snać cieszyły się telefonistki, że przestał mówić i nie utkwił im w pamięci ton jego głosu. Cóż stąd za wniosek? Wyprowadza go na końcu swej książki uczony profesor, wyprowadzi go też każdy czytelnik: żądając połączenia telefonicznego mówić należy uprzejmie, zalotnie i młodzieńczo…

A wtedy najniezawodniej uzyskasz dobre połączenie. Chyba żebyś nie – uzyskał.

„Głos Rzeszowski” z 21 września 1913

Blaga a medycyna

14 listopada 2009

BLAGA A MEDYCYNA

Nieco z psychologii reklamy. – Blaga w medycynie. – „Humbug” w aptekarstwie.

Zgiełk życia współczesnego nie sprzyja skupieniu ducha, koncentracji psychicznej. Wielkie przemysłowe miasta, zaciemniające niebo dymami swych kominów, miasta czarne w dzień, a czerwone w nocy, pełne zgiełku w świetle słońca i pełne zgiełku w ciemnościach – nie sprzyjają kontemplacji.

Szybkie tempo, bogate rytmy życia naszej epoki, śpiewające przeciągle w gwizdach syren fabrycznych i beczeniu dyabelskiem samochodów, grzmiące miarowo w spazmach pracy milionów maszyn, wyrywające się ze szpalt dzienników, piorunujące z trybun monstree-meetingów, brzmiące w piosence ulicznika, w śmiechu szalonej dziewczyny, płynące rytmem skandowym w teatrach i szumiące w łopocie sztandarów – te rytmy zmieszane, zmącone, tysiączne, niepokoją nas dniem i nocą, nasycają nieustannie hałasem nerw każdy, rozrywają uwagę naszą na strzępy…

Czyż dziwna, że wobec tego koniecznością się stało sztuczne podniecanie tej osłabionej władzy psychicznej człowieka współczesnego, że tylko na drodze sztucznej zdobyć można kącik w jego przepełnionej pamięci, w której wprost przelewa się od faktów, dat, nazwisk i która po pewnym czasie już wprost nic nie przyjmuje ? Czyż dziwna jednem słowem, że koniecznością życia współczesnego stała się – reklama ?
Czytaj dalej…

Zabita piorunem

14 listopada 2009

Zabita piorunem.

We wtorek, podczas burzy wracała z robót polnych niejaka Leksiuniowa, wdowa po niedawno zmarłym wyrobniku ze Staromieścia. W chwili, gdy zarzuciła na ramię motykę, ugodził w nią piorun i położył na miejscu trupem. Zawezwany dr. Koeppel skonstatował śmierć od porażenia. Leksiuniowa osierociła dwoje drobnych dziewcząt.

„Głos Rzeszowski” z 1 maja 1910

Automatyczna fotografia złodziei

14 listopada 2009

Automatyczna fotografia złodziei.

Złodziejom utrudniają ich ryzykowne rzemiosło coraz bardziej. Oto, skoro tylko taki gość wejdzie do izby, może on być fotografowany z dwu, lub trzech stron równocześnie. Nie potrzeba więc teraz – jak stary żart opiewa – by na miejscu czynu zostawiał złodziej dla policyi swoją kartę wizytową z dokładnym adresem, nie potrzeba już tego, gdyż zostawia on już odrazu – fotografię swoją.

Znakomity angielski amator fotograf ptaków i zwierząt mr. C. Kearton, wynalazkiem tym ściągnął na swoją głowę przekleństwa „długopalcych” całego świata. Sprawozdawca jednego z pism londyńskich, odwiedził niedawno fotografa w jego domu w Surrey. Przeprowadził on tam próbę wynalazku, która miała następujący przebieg.

Dziennikarz udający złodzieja, zaopatrzony w t. z. ślepą latarkę, otworzył w nocy okno i latarką w głąb pokoju rzucił snop światła. Tuż pod oknem znajdowało się skórą obite krzesło. Ponieważ dotychczas nasz „złodziej na próbę”, nic podejrzanego nie zauważył, przeto śmiało przełożył nogę przez okno. Tu jednak był już koniec próby, zaledwie bowiem dziennikarz dotknął nogą stojącego pod oknem krzesła, rozległ się lekki trzask w izbie a równocześnie błysnął niezmiernie silny płomień. W tej chwili zapanowała w pokoju znowu ciemność i cisza. Przez kilka minut nie widział „złodziej na próbę” nic prócz ciemności, a nawet wtenczas kiedy mr. Kearton zaświecił gaz, nie mógł on odkryć w izbie miejsca ni przedmiotu, który wydał z siebie owo oślepiające światło.

Kiedy tak złodziej istotnie wpadł w łapkę i został odfotografowany, opowiedział mu fotograf szczegóły swojego wynalazku.

Obok okna znajdowały się dwie metalowe płyty, tak urządzone, że za najlżejszem choćby poruszeniem stojącego pod oknem krzesła, stykały się ze sobą i łączyły bateryę elektryczną. Nad bateryą znajduje się elektryczna rolka, wyładowująca z siebie iskrę półcalowej wielkości. Obok znajduje się aparat, napełniony magnezjowym proszkiem. Proszek ten zapala iskra tak, że na chwilkę tworzy się niezmiernie silne światło. Na stole naprzeciw okna stała kamera robiąca automatyczne zdjęcie, przedstawiające włażącego przez okno dziennikarza z przodu. Inna kamera, umieszczona w ogrodzie, zdjęła sylwetkę jego, odbijącą się na tle jasno oświetlonego okna.

Wynalazca aparatu nie jest urzędnikiem policyjnym, ale w pierwszej linji przyjacielem przyrody. Obmyślił on ten aparat w celu czynienia zdjęć fotograficznych z dzikich zwierząt nocnych, dowiedzieli się jednak wnet o wynalazku jego ludzie „praktyczni” i do… złodziejów go zastosowali.

„Głos Rzeszowski” z 13 kwietnia 1902

Żywa wystawa Singera 1912

14 listopada 2009

Żywa wystawa.

Tymi dniami urządziła znana firma w naszem mieście Singer Co. Tow. Akc. maszyn do szycia, przy ul. 3-go Maja 5. bardzo oryginalną wystawę, bo z żywych osób.

W oknie wystawowem między maszynami i zabawkami ustawiono stolik przy którym szyją 3 małe dziewczątka na maszynach dziecinnych ubranka dla lalek.

Przed wystawą wieczorem stają tłumy gawiedzi i podziwiają jakie to „zmyślne te duże lalki” co szyją. Pomijając już to, że jest to z pożytkiem dla dzieci, które za młodu uczą się szyć, przyznać musimy, że firma Singer stara się zawsze aby swym odbiorcom nie tylko sprzedać maszynę, lecz aby każdy umiał się z tą maszyną obchodzić, dlatego też każdy z kupujących ma prawo korzystania z bezpłatnych kursów szycia, kroju, haftu i cerowania, które urządza niemal w każdej wsi, obecnie odbywają się takie kursa w Kańczudze, Łukawcu, Palikówce, Giedlarowej i t. d.

Wracając zaś do wystawy radzimy naszym kupcom, którzy mają takie piękne okna wystawowe [by] wzięli sobie za wzór powyższą firmę i ubierali swoje wystawy z większym smakiem a niewystawiali zawsze tylko cały swój zapas krawatek, szkarpetek i bielizny Jaegera, a pewnością im to większą korzyść przyniesie, bo choćby tylko przejezdni widząc wspaniałą wystawę mają lepsze wyobrażenie o sklepach, a tem samem i [o] naszem mieście.

„Głos Rzeszowski” z 8 grudnia 1912

Jak uzyskać czerwony kolor na jabłkach i gruszkach

14 listopada 2009

Pewien badacz przyrody dowiódł, że kolor czerwony na jabłkach i gruszkach, pochodzi od działania promieni słonecznych na mokrą powierzchnię owocu i że sztuką można go powiększyć, a nawet nadać tym gatunkom, które go wcale nie posiadają. Wybrał on jeden gatunek gruszek, który wcale nie miał tak zwanych kolorów i maczając wodą stronę ich od słońca, sprawił to, że gruszka miała śliczny czerwony kolor z boku.

„Nadwiślanin” z 1 lutego 1863

Przepisy o kinematografach w Galicji

14 listopada 2009

Nowe przepisy o kinematografie.

W myśl nowych przepisów o przedstawieniach kinematograficznych, obostrzono przedewszystkiem przepisy, dotyczące udzielania licencyi na kinematografy. Udzielana ona będzie odtąd co najwyżej na lat trzy, przyczem pierwszeństwo do uzyskania licencyi przysługiwać będzie przedsiębiorstwu, które pewną część dochodów swoich przeznacza na cele dobra publicznego. Znaczy to innemi słowy, że przedewszystkiem uwzględniać się będzie przy udzielaniu licencyi rozmaite stowarzyszenia i korporacye, a na drugim planie dopiero przedsiębiorców prywatnych i jednostki. Aby zapobiedz handlowi licencjami, względnie ich wydzierżawianiu, stawiać się ma za warunek, że uzyskujący pozwolenie na otwarcie kinoteatru, obowiązany jest do bezwłocznego rozpoczęcia takiego przedsiębiorstwa na własną rękę i własny rachunek.

Przy udzielaniu licencyi rozróżniać się będzie między rodzajami wchodzących w ich program produkcji. Jeśli ogranicza się jedynie do widowisk z dziedziny przyrody lub z życia codziennego, uzyskanie pełnej licencyi nie będzie trudne; natomiast podania o licencję na przedstawienia dramatyczne i senzacyjne, mogą być wogóle odrzucone lub też uwzględnione jedynie pod pewnemi ostremi zastrzeżeniami. Urządzanie t. zw. „pikantnych przedstawień”, względnie przedstawień tylko dla mężczyzn, może być zupełnie zabronione, a z góry zabronione jest reklamowanie takich widowisk.

Każdy film, przeznaczony do produkcyi publicznej, musi być, jak dotyczas, poddany cenzurze władzy politycznej. Cenzurę tę wykonywać ma komisya, złożona z pięciu członków, w której skład wchodzić będą: reprezentant policyi i krajowej Rady szkolnej, dwaj reprezentanci stowarzyszeń humanitarnych, zajmujących się wychowaniem młodzieży, wreszcie jeden sędzia. Udzielone przez tę komisję pozwolenie na przedstawienie danego filmu, nie wyklucza jednakże bynajmniej następnego usunięcia go z repertuaru drogą zakazu kompetentnej władzy, a nawet jego konfiskaty.
Czytaj dalej…

Dowody tożsamości osoby u Chińczyków

14 listopada 2009

Dowody tożsamości osoby u Chińczyków.

Rząd niebieskiego państwa poddaje oryginalnym formalnościom osoby, które życzą sobie paszportów na przejazd po za granice Chin. Podróżnik musi posmarować dłoń farbą olejną i przyłożyć ją następnie do kawałka mokrego papieru, który zachowuje odbicie linij. Ponieważ nie ma na świecie dwóch rąk podobnych do siebie zupełnie, z paszportu takiego użytkować może tylko ten, na czyje nazwisko został wydany. Przemyślni Chińczycy odkryli także, iż pierwszy palec prawej ręki jest inny niż u lewej, i że pod tym względem również każdy człowiek ma swoją charakterystykę. Korzystając z tego, policya chińska zachowuje odbicie obydwu dużych palców każdego przestępcy. Choćby zbrodniarz, umknąwszy z więzienia zmienił do niepoznania twarz i całą swą postać, tej poszlaki nie zdoła zatrzeć i w każdej chwili można mu dowieść tożsamości jego osoby, przykładając palce do papieru i porównywując tę odbitkę z drugą, złożoną w centralnem biurze policyi chińskiego państwa.

„Światło” z 1 lutego 1891

Ulepszone kiszenie kapusty

14 listopada 2009

Ulepszone kiszenie kapusty.

Do kiszenia (kwaszenia) najlepiej nadaje się kapusta późna o twardych głowach i cienkich kaczanach. Przed statkowaniem należy pozostawić ją na kilka dni złożoną na kupę, by się „wypociła” i zbielała. Przy czyszczeniu odrzuca się liście zielone i nadpsute, poczem głowę przepołowia się i kaczan delikatnie skrawuje. Kapustę szatkuje się cienko, poczem układa się w beczkę, zdesynfekowaną mlekiem wapiennem, starannie wymytą i do sucha wytartą, przesypując warstwy kapusty solą – przyczem na 50 kg. uszatkowanej kapusty liczy się 2 1/2 kg. soli tartej – i upycha tj. ubija dobnią każdą warstwę. Po napełnieniu beczki przyciska się ją denkiem, przykłada ciężkim kamieniem i stawia beczkę w ciepłem miejscu. Po kilku dniach kapusta burzy się, czyli kiśnie; wtedy zdejmuje się kamień i krążek drewniany obmywa się je, aż do samego dna robi się kilka dziur w kapuście, by gorycz wyszła i zostawia się beczkę na parę dni odkrytą. Po kilku dniach kładzie się na kapustę czystą płócienną szmatkę, nalewa świeżej, zimnej wody na wysokość 5 palców, przykłada krążkiem i przyciska kamieniem. Biorąc kapustę, za każdym razem (najmniej co tydzień) należy ostrożnie wyczerpać wodę, obmyć w czystej wodzie kamień, krążek i płótno i nalać świeżej zimnej wody. O ile na wodzie utworzyłby się t. zw. „kożuszek, to byłoby to oznaką psucia się kapusty. Przeciwdziała temu właśnie owe tygodniowe zmienianie wody, ono bowiem powstrzymuje i przerywa rozwój pleśni tj. drobnoustrojów, które będąc wyczerpane wraz z wodą, nie mogą dostać się do zakiszonej kapusty. W ten sposób kapusta zachowuje miły kwasowaty smak, przyczem jarzyna ta nawet już pod wiosnę smakuje jako świeżo zakwaszona. Przeciwnie zaś, spożywanie kapusty z znanym jej niemiłym odorem, powoduje u nas w kraju częste, ciężkie wypadki niedomagania żołądkowego, a podczas gotowania nie wydziela tak nieraz wstrętnego odoru, jaki ma kapusta, nie tak starannie utrzymana.

Ten tu podany sposób nalewania zimną wodą, niestety dotąd u nas prawie nieznany, jest zagranicą w powszechnem użyciu. Beczkę z kapustą stawia się na 2 do 3 cegłach albo na drewnianych kostkach dla przewiewu powietrza.

Juliuszowa Albinowska.

„Głos Rzeszowski” z 15 października 1916

Kinematograf i kinefon 1913

14 listopada 2009

Tadeusz Dąbrowski.

KINEMATOGRAF i KINETOFON.

Zabawne są wogóle wszystkie proroctwa, przyszłości wieszczące. Ubawiłem się tedy niezgorzej, czytając feileton „Berliner Tageblattu”, „Pester Lloydu”, „Zeit”, które na wieść o wynalazku Edisona, mającym obrazowi świetlnemu, rzucanemu ns płótno, dodać jeszcze słowo – zapowiadały śmierć kinematografu na rzecz kinetofonu. A wynalazek ten zaczyna przybierać już realne kształty. Onegdaj w Wiedniu odbył się pokaz przed zbiegowiskiem ciekawej publiczności. Maluczko, maluczko, a nowy typ świetlnych teatrów rozpocznie tryumfalny swój pochód po świecie. Drzyjcie wszyscy koncesyonowani przedsiębiorcy, drzyjcie wytwórcy film, właściciele wypożyczalń dla wszystkich krajów ziemi! Oto nadchodzi zagłada.

No, ale zanim się to stanie, możemy tymczasem spokojnie szansę rozważyć? Czemże będzie kinetofon, który objąć ma niepodzielne władztwo w przyszłości? Będzie fotografią dzisiejszego teatru i metod, które nim rządzą. Czem jest zaś kinematograf? Jest odbiciem starego teatru, o którym dziś już myślimy z uśmiechem, z jego patosem, koturnem i teatralnymi gestami, oraz gonitwą, mu właściwą, za melodramatycznym efektem. To są przecież różnice kilkudziesięciu lat kultury co najmniej, różnice smaku i wyrobienia estetycznego i nie można się spodziewać tak łatwo, by różnice te rychło się zatarły. Kinetofon i kinematograf to jest krótko i jasno: teatr artystyczny i teatr ludowy, popularny. A jak nie można myśleć o tem, by cała ta gawiedź, która się zbiega dzisiaj do świetlnego teatru, miała pójść jutro do zwykłego „granego” teatru, tak trudno pomyśleć wprost, by kinetofon całą tę rzeszę gawiedzi mógł pod skrzydła swoje zagarnąć.  Czytaj dalej…

Kapelusze w kinie 1912

14 listopada 2009

Nieco o kapeluszach w naszych kinoteatrach.

Kilkakrotnie zwracaliśmy się publicznie do pań z prośbą, a także i do właścicieli Uranji i Olimpii, ażeby prosili o zdejmowanie kapeluszy podczas widowisk – lecz ani na jedno ani na drugie, panie nie reagują. Wiec już chyba bezczelnością musimy nazwać tego rodzaju postępowanie „niektórych” dam, które kpią sobie ze słusznych żądań publiczności i zmuszają wiele osób do opuszczania sali. Zwracamy się jeszcze raz do zarządów kinematografów, wzywając ich do wydania rozporządzenia, przymusowego zdejmowania krynolin kapeluszowych – a zarazem do tych wszystkich pań, ażeby się do wezwania tego zastosowały. Gdyby i dzisiejsza notatka nie odniosła pożądanego skutku, natenczas publiczność sama będzie musiała dobitniej interweniować – a czy taka interwencja będzie przyjemniejsza – zobaczymy!

„Głos Rzeszowski” z 15 grudnia 1912

Jak powstają austryackie monety i banknoty?

14 listopada 2009

Jak powstają austryackie monety i banknoty?

Odwiedzający kinoteatry będą mieli sposobność zapoznać się z bardzo interesującym filmem. Donoszą bowiem z Wiednia, że ministerstwo skarbu zezwoliło na kinematograficzne zdjęcie mennicy państwowej i kolei, jakie przechodzą kruszce i papiery, zanim zamienią się na monety i banknoty. Austryackie ministerstwo skarbu należy w tym wypadku [do] wyjątków, inne bowiem państwa zazdrośnie strzegą tajemnicy wyrobu pieniędzy, aby zaspokojeniem ciekawości ludzkiej nie narażać skarbu państwa na ewentualne straty, które mogą spowodować rozmaici fałszerze.

„Głos Rzeszowski” z 10 sierpnia 1913

O prześladowaniu dawnych palaczy

14 listopada 2009

DYMEK Z PAPIEROSA.

Minęło właśnie lat sześćdziesiąt pięć…

Nie sądźcie że chodzi o wiosnę ludów, rewolucyę lutową, bombardowanie Rzeszowa, albo powstanie węgierskie, albo o wiele innych rzeczy, które się działy w wielkim roku 1848.

Wynalazłem rocznicę inną, rocznicę którą daremnie staralibyście się odgadnąć.

Odkryłem, iż minęło właśnie sześćdziesiąt pięć lat od chwili, w której pozwolono ludziom w Europie… na ulicy palić papierosy! Do roku 1847 rzecz taka była w większości państw europejskich surowo wzbroniona.

Nie rozśmiej się, czytelniku. Sprawa traktowana seryo.

Jeśli się zaś roześmiejesz, to okazujesz się tem samem czarnym niewdzięcznikiem wobec papierosa, którym się właśnie rozkosznie przy czarnej kawie zaciągasz. Dla przodków mieszkańca twej srebrnej papierośnicy była bowiem owa chwila w r. 1848 przełomowa w dziejach walki jaką prowadzili, aby zdobyć i zabrać w niewolę – człowieka, aby się nierozerwalnym powojem owinąć dokoła jego egzystencyi. A walka to była zaciekła wytężająca i przebiegła, a ciągnęła się jeszcze od czasów Kolumba. Przez 500 lat brał się narkotyk za bary z człowiekiem.   Czytaj dalej…

Następna strona »