Wpisy otagowane jako braki

Piwo z kukurudzy

26 lipca 2016

Piwo z kukurudzy.

Od pewnego czasu prowadzą się w browarach dolno austryackich próby wyrobu piwa z kukurudzy, wobec braku jęczmienia. W połowie stycznia ma zacząć się warzenie takiego piwa w browarze szwechackim.

„Kuryer Polski” z 27 stycznia 1916

Czego już nie fałszują?

21 grudnia 2014

Czego już nie fałszują?

Ukazały się w obiegu fałszywe policyjne karty meldunkowe z podrobionemi pieczęciami i podpisami urzędników. Służą one do celów aprowizacyjnych dla uzyskania większego przydziału żywnościowego fikcyjnym osobom, a także celem zmylenia policyi przy śledzeniu dezerterów, zbrodniarzy itd. Cena kompletnie wyadjustowanej karty meldunkowej waha się podobno między 10 a 30 koronami. Przynajmniej nie drogo!

„Gazeta Poranna” z 10 października 1919

Banknot jako etykieta

13 stycznia 2014

Korona jako etykieta.

Korespondent jednego z pism wiedeńskich donosi:

Znany browar niemieckiej Szwajcaryi w Olten (pod Zurychem) wyrabia głośne „piwo koronowe” (Kronenbier). Flaszki znaczone były dotąd koroną. Obecnie jednak zamiast tego znaku nalepia się na nich, jako etykietę, autentyczną koronę austryacką. Przedsiębiorstwo wychodzi na tem bardzo dobrze, gdyż dawna złota etykieta kosztuje dziś z powodu ogólnej drożyzny 10 centimów, gdy autentycznych koron można w Szwajcaryi dostać, ile się zechce, po 7 i pół centyma za sztukę.

„Gazeta Poranna” z 8 października 1919

Chleb czy kit do okien?

6 września 2010

Chleb czy kit do okien?

Dnia 6. bm. zjawiła się deputacya kolejarzy w P. R. N. tudzież w Zarządzie miasta i przedłożyła dwa bochenki chleba, wypieczone z mąki, której dostarczył młyn p. Fränkla. Jeden z nich tak lepki i niedobry, że nawet poszkodziłby zwierzęciu. Możnaby go użyć raczej do kitowania okien, niż na pokarm dla ludzi. Jeżeli więc kolejarze takim chlebem żywią się, to nie dziwi nas wcale, że są rozgoryczeni. Chleb – kit kosztuje 2 K 20 h. za 1 kg. Czy niema władzy, któraby p. Fränkla pouczyła, że tak igrać ze zdrowiem ludzkiem nie można i że powinien gorszą mąkę pomieszać z lepszą, aby umożliwić wypiek znośniejszego chleba. Kawałek tego chleba można oglądać w naszej Redakcyi.

„Ziemia Przemyska” z 7 lutego 1919

Przeciwko wszom i pchłom

24 czerwca 2010

Przeciwko wszom i pchłom.

Prof. dr. Netolitzky poruszył w artykule umieszczonym w czasopiśmie „Pharmazeutische Post” z dnia 29 lipca br. sprawę walki z wszami i pchłami, która ze względu na rozszerzanie się rozlicznych chorób epidemicznych stała się kwestyą dużego znaczenia. Autor przeprowadził szereg badań doświadczalnych i zaleca moczyć bieliznę i pończochy – po zwyczajnem wypraniu – w 10 prc. odwarze drewna gorzcieli (Lignum Quassie); po wykręceniu i wysuszeniu oddaje się bieliznę do użytku. Odwarem tym należy często skrapiać ubrania za pomocą jekiegokolwiek rozpylacza. W braku drewna gorzcieli zastosować można także z doskonałym skutkiem ziele piołunu (Herba Absynthi), które wszakże zabarwia po pewnym czasie bieliznę na żółto. W mieszkaniach mających białą, miękką podłogę usuwa się doskonale plagę pcheł przez dodanie odwaru piołunu do wody służącej do szorowania. Odwar piołunu dodawać należy także do spluwaczek, zwłaszcza napełnionych trocinami. Ziele piołunu dodane do słomy w posłaniach chroni przed wszelkiem robactwem. Piołun jest rośliną bardzo pospolitą, rosnącą na polach, rumowiskach, przy drogach i płotach, sądzimy zatem, że wskazówki prof. Netolitzky’ego dadzą się łatwo zastosować i mogą oddać dobre usługi.

„Głos Rzeszowski” z 8 sierpnia 1916

Wojenny chleb

24 czerwca 2010

W sprawie chleba wyszło następujące rozporządzenie namiestnika w Galicyi z dnia 21 stycznia b, r. którem zmienia się dotychczasową przepisy regulujące wyrób i cenę maksymalną chleba. Na podstawie § 2 rozporządzenia Ministeryalnego zarządzono co następuje:

1) rozporządzenia z dnia 18 sierpnia 1915 i z 14 października 1915 tracą moc obowiązującą.

2) Wyrób i sprzedaż w sposób zarobkowy drobnego pieczywa wszelkiego rodzaju jest zakazany.

3) Chleb wolno wypiekać tylko w bochenkach okrągłych lub podłużnych, które po zupełnem ostygnięcia ważą przynajmniej 280 gr. i wolno go wogóle sprzedawać tylko po zupełnem ostudzeniu. Waga bochenków, które więcej ważą niż 280 gr. musi być podzieloną przez 140. Bochenki o wadze 280 gr. muszą być w ten sposób wyrobione, żeby je można z łatwością rozdzielić na 4 możliwie równe części. Piekarze, kupcy i inni sprzedawcy chleba są obowiązani sprzedawać chleb na żądanie także w kawałkach w zakrawanych kromkach po 70 gr.

4) Do wypiekania chleba wolno używać tyko mąki chlebowej pszennej, mąki pszennej jednolitej albo żytniej jednolitej jednak tylko z przymusowym dodatkiem miazgi kartoflanej w ilości 20 gr ogólnej wagi wyrabianej mąki. Ten dodatek surogatu nie może być ani zwiększony ani zmniejszony.

5) Cena chleba nie może przenosić 3-5 h. za 70 gr. tj. 7 h. za każde 140 gr. Wrazie kupna chleba tylko o wadze 70 gr. (§ 3) wynosi cena maksymalna za ten kawałek chleba 4 h.

6) Rozporządzenie to ma być umieszczone na widocznem miejscu we wszystkich piekarniach, sklepach sprzedaży chleba i w lokalach w których się chleb sprzedaje.

7) Przekroczenie tego rozporządzenia będą karane o ile nie ma zastosowania odpowiedzialność karno sądowa, przez polityczne władze i instancye grzywną 5.000 kor., albo aresztem do 6 miesięcy. Nadto można orzec także utratę uprawnienia przemysłowego.

8) Postanowienia niniejszego rozporządzenia nie odnoszą się do wytwarzania chleba i pieczywa przez Zarząd wojskowy.

9) Rozporządzenie niniejsze wchodzi w życie z dniem ogłoszenia.

„Głos Rzeszowski” z 26 marca 1915

Brak tytoniu

14 listopada 2009

Brak tytoniu.

Od wielu już miesięcy rzeszowscy palacze tytoniu liczą swe żywobycie na dwoiste okresy: tłuste, w których jest tytoń w trafikach, i chude, w których tytoniu ani papierosów nawet na lekarstwo nigdzie nie dostanie. Okresy tłuste są krótkie, jak sekundy i mijają błyskawicznie; okresy chude trwają całemi tygodniami i wloką się leniwie, jak wojenne postępy czwórporozumienia, napełniając przeraźliwą pustką i nudą serca palaczy, którzy nie zdążyli się zaopatrzyć w większe zapasy onego artykułu, cenniejszego nad zdrowie… Nieszczęśnicy ci uganiają wtedy po mieście jak błędni i zaglądają do wszystkich możliwych, najbardziej oddalonych czy ustronnych trafik i kramików. Cóż, kiedy wszędzie, gdzie zwrócą chyże kroki, na każdych drzwiach widnieje złowrogi napis: „Tytuń i papirosy wysprzedane”… Napisy te wprawiają w rozpacz biednych palaczy, nawet jeśli nie są filologami, dbającymi o ortografię… I tak od handlu do handlu gonią jak błędni, pragnąc zbawczego dymku, jak kania deszczu! Niektórzy w przystępie rozpaczy wtykają w usta tanie, cuchnące cygaro, które w tej i owej trafice trafi się, jak rak na bezrybiu – i pociągają z trudem, całemi płucami, krztusząc się i zachłystując niemiłosiernie…

Odkładając jednak żart na stronę, zapytać się godzi, skąd taki stan rzeczy ? Dlaczego tytoniu, tego artykułu tak pożądanego i niezbędnego dla większości obywateli, brak ustawiczny ?

„Głos Rzeszowski” z 13 lutego 1916

Czym zastąpić brakującą tartą bułkę w kuchni?

14 listopada 2009

Czem zastąpić brakującą teraz tartą bułkę w kuchni?

Ziemniaki ugotowane, ale nie rozgotowane i odcedzone, gdy nieco ostygną, ugniata się mątewką, albo kraje w cienkie talarki, rozciąga na czystym, niedrukowanym papierze (nie na samej blasze), układa z papierem na blachę i suszy na kuchni, albo w rurze lub w piecu, albo na kaloryferach przy centralnem ogrzewania. Gdy wyschną do twardości kamyka, tłucze się je w moździerzu lub miele w odpowiednim młynku, tak jak suchą bułkę. Uzyskane w ten sposób okruchy, można najzupełniej tak użyć, jak tartą bułkę, a więc do wyrobienia sznycli, kotletów i do obsypywania pieczeni zamiast mąki itp.

„Głos Rzeszowski” z 4 marca 1917

Króliki

14 listopada 2009

Króliki.

Przed dwoma laty zaczęto nawoływać w prasie do hodowli królików na wielką skalę i obiecywano sobie, że ona uwolni nas od braku mięsa, a w każdym razie wpłynie na wielką obniżkę jego ceny. Jakoż wzięto się do hodowli królików i przekonano się istotnie, że króliki plenią się bardzo szybko i mogłyby się przyczynić do uregulowania cen mięsa, gdyby nie pewne „ale”, o którem na razie niedość dobrze pamiętano. Zapomniano mianowicie o tem, że królik potrzebuje bardzo wiele paszy, że o nią jest trudno i że jest ona niepomiernie droga, wskutek czego i wyprodukowane mięso nie może być tanie. Hodowla królików, zwłaszcza w mieście, nie mogła się w żadnym razie opłacać a to tembardziej, że i za nabywane do rozpłodu króliki wyższych gatunków, t. zw. rasowe, trzeba było płacić po niepomiernie wysokich cenach.

Hodowcy miejscy byli też narażeni na straty i przez to, iż próbowali hodować króliki w stajniach pustych lub na strychach, gdzie bardzo często młode króliki stawały się pastwą szczurów.

To wszystko sprawiło, iż hodowcy pozbywali się królików, przekonawszy się, że ich narażają na znaczne straty. Oto dlaczego niema w sprzedaży mięsa króliczego, a jeżeli się i znajdzie niekiedy, jest równie drogie, a często i droższe, jak wszelkie inne mięso.

W każdym razie nie należałoby porzucać hodowli królików na mięso, gdyż one w warunkach pomyślnych mogą oddawać znaczny pożytek i po wojnie przez czas dłuższy.

„Głos Rzeszowski” z 21 października 1917

Młoda koniczyna jako pokarm dla ludzi

14 listopada 2009

Młoda koniczyna jako pokarm dla ludzi.

Ze względu na obecny brak środków żywności, jest dla kwestyi wyżywienia ludności, rzeczą niezmiernie ważną, aż do czasu przyszłych zbiorów możliwie wyzyskać wszystkie środki żywności, które nam podaje świat roślinny.

Pod tym względem przypomina się, że młoda koniczyna w stanie kultywowanym przez nasze gospodarstwa rolne, stanowi znakomitą i bardzo pożywną jarzynę w rodzaju szpinaku, której spożycie absolutnie nie szkodzi zdrowiu i nie pociąga za sobą żadnych przykrych następstw. Koniczynę, która ma służyć na pokarm dla ludzi, należy zbierać w czasie pierwszego okresu wegetacyi około 10 do 15 cm. wysoką, możliwie świeżą i niezwiędłą. Na jarzynę przyrządza sieją podobnie jak szpinak. Nadają się do tego wszystkie rodzaje koniczyny, jednak wskazanem jest t. zw. lucernę parokrotnie przegotować i zmieniać wodę tak, aby utraciła smak pewnej goryczy.

„Głos Rzeszowski” z 10 czerwca 1917

Następna strona »