Strona główna » Bez kategorii » Zburzenie wsi Ponikwy

Zburzenie wsi Ponikwy

Zburzenie wsi Ponikwy.

Hałyckaja Ruś
umieściła iście zgrozą przejmującą relację o kompletnem prawie zburzeniu wsi Ponikwy w pow. brodzkim przez cyklon, który tam szalał pamiętnego d. 9. bm. Podajemy główne dane z tej korespondencji z zamiarem zwrócenia uwagi jak najszerszych sfer na tę okropną katastrofę.

D. 9. bm. około godz. 6 popołudniu nawiedziła Ponikwę trąba powietrzna. Z niezwykłą siłą uderzyła w drzwi cerkwi, otworzyła je i nawet zgjęła, następnie zerwała drewniany wierzch cerkwi z blaszanym dachem i krzyżem, który ważył około 3 cetnarów, zabrała ogromny pająk, który kosztował 800 złr., wszystko to podjęła wysoko w górę i poniosła w świat, tak że dotychczas niewiadomo, gdzie to upadło. Blacha z dachu porozrzucana wszędzie: po stawie, po wsi, po polach, po lesie i nawet we wsi Czernicy, o milę odległej od Ponikwy, zebrali ludzie 3 wozy tej blachy. Z wnętrza cerkwi zabrał wicher prawie wszystko: na ikonostasie nie masz ani jednego obrazu. Nietkniętym został tylko ołtarz i znajdująca się na nim puszka z sanctissimum, pozostały też „carskie wrota”. Dzwonnica zburzona. W samej cerkwi szkody wynoszą 15-20 tysięcy zł.

Murowana plebanja ozdobioną była dwoma gankami, opartymi na 4 kamiennych słupach. Ganki te znikły bez śladu, prócz tego uszkodził huragan ściany domu, zawalił sufit, zerwał komin, a jako odszkodowanie pozostawił na dachu zaniesiony skądciś ogromny krzyż. Okna i drzwi na plebanji porozbijane i powyrywane. Ze spichrza, w którym znajdowało się zboże, pozostała tylko podłoga, stajnia bez dachu, a z innych budynków nie ma ani śladu. Drzewa w sadzie połamane lub powyrywane z korzeniem.

Po drodze do tz. Szarowoli (część Ponikwy) leżą rozwalone budynki, połamane i powyrywane drzewa.

Do jednej chałupy w tejże Szarowoli trąba powietrzna wpadła przez okno, wyrwała drzwi, następnie sufit z dachem i nawet ściany, tak że pozostały tylko słupy z płatwiami, a z wewnętrznego urządzenia tylko ławy, pod któremi znaleźli schronienie mieszkańcy chałupy. Prócz tej zburzonych do gruntu jest jeszcze kilka chałup. U Mikołaja Hrycyszyna, którego zwą także Nakonecznym, na Szarowoki, wpadł huragan przez okno do chałupy, zabrał sufit z belkami i z całym dachem. W suficie wbity był potężny gwóźdź, na którym wisiała kołyska. Właśnie w tej chwili żona Hrycyszyna kołysała małe dziecko. Strwożona burzą zaczyna się modlić i nagle patrzy się, kołyska z dzieckiem gdzieś przepadła, zniknął zarazem sufit z dachem. Wybiega na dwór, ale z sufitu, dachu i kołyski nie ma ani śladu. Rzucili się ludzie z pomocą rozpaczającej matce, zaczęli szukać i w odległości 40 sążni znaleźli kołyskę wiszącą na pochylonej przez wicher śliwie. Dziecię jednak znajdowało się o 10-12 sążni od kołyski, w kałuży, poczerniałe jak węgiel, martwe… Sufit leżał daleko na polach pod lasem, dach rozniesiony światami; a z chałupy pozostały tylko słupy. Inne budynki tego gospodarza zniszczone do tła. Wszystkich budynków zburzonych do gruntu jest 106, pochylonych przez huragan około 60, a bez dachów kilkanaście. Drzewa przeważnie połamane lub z korzeniem powyrywane. Straszno nawet patrzeć na tę ruinę wsi. Sterczące pnie drzew tu i ówdzie pokryte blachą z dachu cerkiewnego. Straty wynoszą około 150.000 złr. Ogrody i pola usłane słomą, dylami, belkami, drzewami, blachą, rośliny wyglądają jak obskubane z liści, cebula, czosnek i wszelka jarzyna w ogrodach przepadły bez śladu.

Mieszkańcy Ponikwy dotychczas nie ochłonęli jeszcze z przestrachu. Włóczą się jak cienie, w niemem milczeniu pomiędzy zwaliskami i z rozpaczą wznoszą ręce do niebios, prosząc Boga o pomoc. Kiedy zobaczyli mię oglądającego miejsce katastrofy, pomyśleli, że to komisarz ze starostwa, całowali po rękach i prosili o zapomogę. Matka zabitego dziecięcia jeszcze w mej obecności omdlewała.

Nie minął huragan i pałacu pańskiego, będącego własnością hrabiny Borkowskiej. W sadzie wszystkie, nawet 100-letnie drzewa albo leżą powywracane na wszystkie strony, lub połamane i zawaliły sobą cały sad tak, że przejść niepodobna. Pałac silnie uszkodzony. Za naprawę żąda architekt 15.000 zł. Parkan, spoczywający na fundamentach z ciosanego kamienia i żelazne sztachety porozrzucane na wszystkie strony, oranżerja zburzona, dachy na budynkach poobrywane, a wieża, w której znajduje się kaplica, została mocno uszkodzona i pochylona.

Między topolami znaleziono po burzy trupa dworskiego polowego Benedykta Tysyka. Padająca topola wycisnęła mu mózg z głowy i wnętrzności z brzucha. W czasie huraganu 8 ludzi schroniło się do młyna. W ich liczbie był także jeden żyd. Gdy się młyn zaczął walić, rozbiegli się wszyscy, ale po drodze burza porwała żyda i rzuciła nim o kamień tak, że sobie wybił oko. Prócz tego jeden człowiek stracił ucho, a troje omal że nie zginęło pod gruzami chałup.

Na dokładne opisanie wrażenia doznawanego na widok zburzonej wsi – kończy swą relację korespondent D. Hawryłowicz – nie starczy słów i siły. Przyjmcie przeto dobrą wolę zamiast czynu i spróbujcie z bladego mego opisu dospiewać sobie w wyobraźni choćby przybliżony obraz samej katastrofy.

„Kurjer Lwowski” z 19 czerwca 1891

Bez kategorii Czytano 316 razy

Brak komentarzy do wpisu “Zburzenie wsi Ponikwy”

Zostaw odpowiedź

(wymagane)

(wymagany)


*